W kinie: Artysta

 

ARTYSTA
polska premiera: 10.02.2012
reż. Michel Hazanavicius

moja ocena: 9/10

 

„Artysta” to film pełen pasji i miłości do kina – sztuki, która często tworzy piękne iluzje i przenosi w nie widza. Tak właśnie uczynił francuski rzemieślnik Michel Hazanavicius, starając odwzorować się styl kina, które bezpowrotnie odeszło do lamusa wraz z pojawieniem się obrazu z dźwiękiem. Choć co bystrzejsze oko bez trudu zauważy, że w gruncie rzeczy „Artysta” niewiele ma wspólnego z techniką filmów z lat 20. (np. nikt w tamtych filmach nie ruszał tak wyraźnie ustami), z przyjemnością można i trzeba poddać się temu cudnemu kłamstwu, ze wzruszeniem i czułością śledzić losy George’a Valetina (rewelacyjny Jean Dujardin, łączący najlepsze cechy dwóch, prawdziwych gwiazd kina niemego, amanta Rudolfa Valentino i zawadiackiego Douglasa Fairbanksa), który nie potrafi się odnaleźć w filmie dźwiękowym, ale przed totalnym upadkiem ocali go miłość – najpierw jego oddanej fanki, a potem gwiazdy filmowej Peppy Miller. Kto by pomyślał, że w czasach, gdy technika 3D to już za mało, by zaimponować widzowi, tak ogromny (i całkowicie zasłużony!) sukces stał się dziełem czarno-białej, niemej produkcji, której naiwna i nieskomplikowana fabuła niesie ze sobą tylko najprostsze emocje, nad którymi we współczesnym kinie nie pochyla się już prawie nikt. Czasem jednak trzeba odwołać się do najgłębszych korzeni, by na nowo odkryć niezwykłą magię fantastycznego medium, jaki jest przecież kino.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=OK7pfLlsUQM]