W kinie: W sieci

wsieci

 

W SIECI
polska premira: 21.04.2017
reż. Kim Ki-duk

moja ocena: 6/10

 

Zaskakująco tradycyjny i w swojej wymowie – mimo pewnej metafory – dosłowny jak na Kim Ki-duka film, który gdzieś na marginesie może sugerować, że azjatycki twórca po osobistych perturbacjach wraca na właściwie tory, przynajmniej w kwestii swojej zawodowej aktywności. Mieszkający na koreańskim pograniczu prosty rybak z Północy przez przypadek i całkowicie niezamierzenie trafia na demokratyczne Południe – wymarzony kierunek dla wielu jego rodaków. Ale ponieważ Nam Chul-woo pozostawił w domu ukochaną żonę i dziecko, jedyne o czym marzy, to jak najszybciej wrócić do domu. Błyskawicznie jednak okaże się, że nawet w demokratycznym kraju prawo, procedury i ich egzekucja potrafią ograniczać wolność jednostki dokładnie tak samo, jak w totalitarnym reżimie. Kim Ki-duk zdaje się stawiać diagnozę, iż każdy organizm państwowy – bez względu na ustrojowe ramy – dąży do tego, by obywatela kontrolować, narzucać mu pewne wzory postępowania i zachowania, a nawet podejmować za niego decyzje (z argumentacją, iż wie lepiej – w imieniu instytucji robią to pracujący dla niej urzędnicy). Mimo dość przewidywalnej i niespecjalnie wyrafinowanej struktury, dużą wartością w “W sieci” jest owo przesłanie filmu, które zdecydowanie wykracza poza proste porównanie totalitarnych i demokratycznych standardów, tylko pozornie się różniących. To gorzka ocena mechanizmów funkcjonowania współczesnych struktur państwowych, które zamiast tworzyć ramy dla spokojnej koegzystencji jednostek, coraz mocniej – w majestacie prawa i przepisów – je ubezwłasnowolnia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.