W kinie: Sir (WFF)

sir

 

SIR
Warszawski Festiwal Filmowy’18
reż. Rohena Gera

moja ocena: 4.5/10

 

Ten film jest aż tak straszliwie zagubiony i rozdarty w swoich aspiracjach, że obserwowanie tej walki może obudzić autentyczne współczucie dla Roheny Gery. Hinduska z jednej strony chciała wykazać się dużą głębią i wnikliwością w zderzaniu klasowych podziałów w swoim kraju. Bogaci ludzie z miasta i biedacy z prowincji. Pozorna otwartość i styl bycia w zachodnim stylu versus role i powinności w tradycjonalistycznych, wiejskich wspólnotach. Młoda wdowa tylko za zgodą teściów może wyjechać do pracy w inne miejsce i jeszcze wynagrodzeniem musi dzielić się z masą krewnych, bo jakby tego nie robiła, to za włosy ściągnęliby ją do domu i karmili dosłownie resztkami ze stołu (swoją drogą, to niesamowite, że była jeszcze w stanie odkładać kasę na własne potrzeby). Jej majętny pracodawca natomiast nie może nawet w spokoju przeżyć porażki z aranżowanym małżeństwem, bo rodzina zasypuje go robotą i aluzjami do rozglądania się za nowymi kandydatkami na żonę. Zrozumienie znajduje więc tylko u swojej ładnej, prostolinijnej i owdowiałej gosposi. I tu kino społeczne zderza się z tandetnym rom comem, bo rodzi się między parą bohaterów uczucie szczere, ale zakazane. W praktyce od szczęścia dzieli ich tylko cienka ściana od jego salonu do jej komórki mieszkalnej w apartamencie tytułowego sira, ale tak naprawdę to ten klasowy dystans ma być nie do pokonania. Łzy powinny więc same cisnąć się do oczu, bo nasi pretty woman i Richard Gere z Mumbaju autentycznie nie mogą razem być w tym kraju. Gdzieś na horyzoncie tli się amerykański sen, wtrącony niby przypadkiem, bo tam pojęcia mezaliansu nie znają, ale ostatecznie jedno z tych dwojga okaże się nie tak niezależne i wyemancypowane, jak twierdziło przez cały film. Pokłoni się tradycji, jakby nie było, uwłaczającej bez względu na płeć. A może pokłonili się oboje, wybierając najlepsze dla wszystkich dookoła rozwiązania w obliczu obyczajowej katastrofy? Już nawet nie jestem pewna, bo naprawdę ostatecznie w ogóle mnie to nie interesowało.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.