W kinie: Faworyta

faworyta2

 

FAWORYTA
polska premiera: 8.02.2019
reż. Yorgos Lanthimos

moja ocena: 7/10

 

Jakkolwiek daleko stoi ta “Faworyta” od greckich ekstrawagancji Yorgosa Lanthimosa, za które ja akurat cenię go najbardziej, w kostiumowym gorsecie XVIII-wiecznej Anglii ten awangardzista europejskiego kina czuje się zaskakująco wygodnie. Nie wierzyłam, że opowieść o intrygach na dworze Królowej Anny (Olivia Colman) może stać się tak fajnym i wartym uważnego śledzenia pretekstem dla zeswatania szaleństw Petera Greenawaya, prowokacyjnej szlachetności “Barry’ego Lyndona” i Greckiej Nowej Fali. Gustowne stroje, wymyślne peruki, wystudiowane ceremoniały i konwenanse zderzają się tu z chorobliwym cynizmem walki o przywileje i władzę, komentowanych iście współczesnym, wulgarnym żartem, acz gwarantuje on głównie taki śmiech przez łzy. W grze o bliskość tronu wystartowały doświadczona w salonowych bojach Lady Marlborough (Rachel Weisz) oraz jej uboga krewna Abigail Hill (Emma Stone). Panowie pełnią tu raczej rolę nieporadnych statystów, którzy chcieliby włączyć się do rozgrywek o sympatię władczyni, ale nie bardzo mają ku temu sposobność. W ogóle pogrążona na przemian w melancholii i fizycznych cierpieniach Anna rządzi raczej królestwem zwierząt niż prawdziwym imperium. Obie pretendentki do roli królewskiej faworyty uciekną się do każdego podstępu i każdej niegodziwości, by zdobyć posłuch u swojej pani. Nie ma co ukrywać, że w tym filmie chodzi o coś więcej niż świadectwo fantastycznej, prawdziwie męskiej rywalizacji wielkich, kobiecych charakterów. Lanthimos zaproponował porywające studium postaci – staranne i skomplikowane. Dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Każda z trzech pań stanowi frapujące indywiduum sprzecznych emocji, ale mimo różnych doświadczeń i motywacji, czasem tragicznych rozdziałów w biografiach ciężko im kiedykolwiek współczuć, jeszcze ciężej polubić. Aktorski koncert wart w “Faworycie” jest długich owacji na stojąco, ale niestety gdyby go zabrakło pozostałby zręczny, acz jednostajny i dość przyciężki film, który tyleż co potrafi oszołomić, potrafi również zmęczyć.

 

2 odpowiedzi do artykułu “W kinie: Faworyta

  1. Sz G

    Pani Kasiu, zgadzam się ze wszystkim poza ostatnim zdaniem. :) Dla mnie to jeden z tych filmów – jeden na sto, które mam ochotę obejrzeć jeszcze raz. Absolutnie oszałamiający obraz, wizualna uczta, wciągająca gra psychologiczna, które jednakowo byłyby tylko jedną z kolejnych “dworskich soapies” bez charakterystycznego dystansu, który jest cechą twórczości Lanthimosa. Rewolucyjny w swej wymowie obraz w kontekście legendarnej tzw “walki płci”. Przyznam, że przy faworycie wszystkie wcześniejsze ekstrawagancje reżysera zeszły dla mnie na daleki plan. Przy czym z reguły unikam jak ognia filmów kostiumowych :)

    1. Kasia Autor

      Też nie jestem fanką filmów kostiumowych:) ale problem mam z tym filmem taki, że gdyby nie bohaterki i wulgarny humor to byłoby kino dość powierzchowne. Gdyby było bardziej zniuansowane po prostu nie zyskałoby aż takiej sympatii oscarowej akademii 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *