W kinie: Fourteen (Berlinale)

fourteen

 

FOURTEEN
Berlinale 2019 – Forum
reż. Dan Sallitt

moja ocena: 7.5/10

 

Dan Sallitt to niezwykła postać – niezależny reżyser, krytyk filmowy, ale przede wszystkim zwariowany kinofil, który nawet prowadzi blog, gdzie z drobiazgowym podziałem na konkretne roczniki kolekcjonuje swoje ulubione tytuły. Pobieżne prześledzenie tych list pokazuje, skąd wzięła się ta niesamowita moc jego najnowszego dzieła. Zrealizowanej za mikroskopijny budżet nowojorskiej historii kobiecej przyjaźni, która rozpoczęła się, gdy bohaterki miały 14 lat (stąd właśnie tytuł filmu). My jednak poznajemy je już jako dwudziestokilkuletnie dziewczyny, powoli zamykające okres młodzieńczej beztroski i wchodzące w pełni dorosłe życie. W rozmowach Mary (Tallie Medel) i Jo (Norma Kuhling) dominują tematy związane ze znalezieniem stałej pracy oraz randki, gdzieś już ukierunkowane w stronę poszukiwań (raczej nieskutecznych) nieco bardziej poważnych związków. Szybkie spojrzenie na tę relację pozwala dostrzec jej wyraźną asymetryczność. To atrakcyjna blondynka Jo zabiera tu zdecydowanie więcej kumpelskiej przestrzeni, często szuka pomocy koleżanki, która zazwyczaj jest w stanie przełożyć ważną rozmowę z chłopakiem albo odwołać spotkanie z matką właśnie odwiedzającą miasto i popędzić na pomoc zdesperowanej przyjaciółce, ale sama Jo nie jest w stanie z taką samą atencją skupić się na Marze, wysłuchać jej ewentualnych problemów, służyć radą. Wraz z upływem czasu ten brak balansu w przyjacielskiej relacji zacznie uwierać Marę, ale Sallitt pokazuje tę zmianę przyjacielskiej relacji jako wynik naturalnego procesu dorastania bohaterki, instynktownego nabywania życiowej mądrości i innej perspektywy. To być może najbardziej precyzyjne, a jednocześnie autentyczne i bezpretensjonalne studium przyjaźni, jakie pojawiło się w kinie… kiedykolwiek? Epizodyczna, rozłożona na kilka lat struktura zbudowana ze skrawków życia bohaterek na różnych jego etapach ma w sobie coś cudownie urokliwego, zupełnie jak czarujące, skromne fabuły Honga Sang-soo, ale to te wszystkie super świadome i kapitalne inspiracje vintage kinem francuskim z lat 70. – Rohmerem, Doillonem, Akerman, Eustachem – czynią z “Fourteen” genialne w swej prostocie, ale wyrafinowane na poziomie detali kino o ładunku emocjonalnym najcięższego kalibru.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *