W kinie: The Lighthouse (Cannes)

quinzaine_2019

 

THE LIGHTHOUSE
Festival de Cannes 2019 / Quinzaine des Réalisateurs
reż. Robert Eggers

moja ocena: 6.5/10

 

Zamknięta w ciasnych, kwadratowych kadrach historia o dwóch latarnikach uwięzionych na kamienistej wysepce z latarnią morską i ze sobą nawzajem. Odcięci od świata stoją o krok nad przepaścią totalnego szaleństwa, do którego prowadzi ich nie tylko izolacja i marynistyczna mitologia ich profesji (syreny, morskie stwory, morskie przesądy), ale też prymitywna, męska rywalizacja. Od początku “The Lighthouse” zostało zaplanowane jako monochromatyczna, mocno kontrastowa w ekspozycji czerni i bieli projekcja, nakręcona na ziarnistej taśmie 35 mm. Nostalgiczny hołd tyleż dla tradycji kina niemego, ile ewokujący stylistyczne eksperymenty np. Guya Maddina. “The Lighthouse” bije jednakowoż zdecydowanie bardziej różnorodną paletą nawiązań i cichych inspiracji. Jawi się ten film jako Melville opowiadany językiem Bergmanowskiej “Persony”. W natężeniu psychodelii w obrębie jednego kadru może się z nim równać chyba tylko japońskie kino cybrpunkowe. Fizyczne, intensywne role Roberta Pattinsona i Willema Dafoe kierują ich aktorstwo w stronę wycieńczającego i godnego podziwu ekspresjonizmu. Tworzą na ekranie ten rzadki rodzaj narkotycznej chemii, która w tak samo równym stopniu buduje klimat “The Lighthouse” jak te wszystkie wyrafinowane, stylistyczne zabegi. W obrębie kina szerokiego mainstreamu Eggers imponuje odwagą, radykalizmem i formalnym kunsztem, ale nie jest szczególnie wyjątkowym twórcą, choć idzie dobrą drogą, by w sztuce filmowej aspirować do miana artysty przez duże A.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *