W kinie: Ból i Blask (Cannes)

dolor

 

BÓL I BLASK
Festival de Cannes 2019
reż. Pedro Almodovar

moja ocena: 6/10

 

A film by Almodovar – ikony światowego kina takie jak Pedro nie potrzebują nawet pełnej introdukcji w napisach początkowych swojego nowego filmu. Albo raczej, ta wizytówka, film Almodovara, wystarczy za wszelakie słowa wstępu. Slogany promocyjne też są tu zupełnie niepotrzebne. 40 lat zawodowej kariery zobowiązuje i może ciążyć na duszy nawet takiego mistrza jak hiszpański reżyser. Zwłaszcze że w tej dekadzie nie zawsze publika, a na pewno filmowa krytyka, były mu przychylne. “Bólem i Blaskiem” Almodovar odważnie mierzy się z tym, co nieuchronne – upływem czasu, który go dotyczy nie tylko jako człowieka, zwykłego śmiertelnika, ale też artysty. Wcielający się w rolę wielkiego reżysera cierpiącego fizyczne i emocjonalne katusze Salvadora Mallo gra Antonio Banderas. Aktor, który nie tylko wywodzi się z uniwersum filmowego Almodovara, ale też w “Bólu i Brzasku” z gęstą czupryną na głowie i siwizną na brodzie bardzo przypomina tego, który stoi po drugiej stronie kamery. Jeśli dodamy do tego małą ciekawostkę, iż sceny w kolorowym, stylowym domu Mallo kręcone były w autentycznych wnętrzach Pedra, osobisty kontekst filmu staje się bezsporny. Zresztą ta nieoczywista siła “Bólu i Blasku” jako dzieła autobiograficznego oraz zarazem kolejnego filmu wielkiego mistrza wynika z jego intymnego nastroju, niezmiennie autorskiego stempla i zaskakująco melancholijnej w tonie konfrontacji z własną przeszłością. Salvador w cierpieniu spowodowanym bólem pleców, migrenami i kilkoma innymi schorzeniami, lecząc się na przemian przepisywanymi przez lekarza medykamentami i zdobywaną na ulicy heroiną, wraca do czasów swego dzieciństwa. Spędzonego w biedzie na ubogiej prowincji Walencji. W retrospektywach z młodości Mallo przebijają się wszystkie motywy doskonale znane z twórczości samego Almodovara – trudne relacje z matką (w tej roli kolejna ulubienica reżysera, Penelope Cruz), twarda, katolicka edukacja czy pierwsze doświadczenia erotyczne. Rozliczeniowy język filmu wypełnia rozczulająca nostalgia, ale też spora dawka tego bólu, który w artyście i człowieku pozostał na zawsze.

“Ból i Blask” to faktyczne najlepsze dzieło Almodovara od lat. Opowiedziane szczerze i z dużą wrażliwością. To sprawia, że bodaj pierwszy raz w długiej karierze Hiszpana możemy dostrzec w nim nie tylko kultowego artystę i barwnego buntownika współczesnego kina, ale też człowieka z krwi i kości. Czy wybaczycie mu więc przewidywalny autotematyzm oraz bezpieczne odgrzewanie dyżurnych dla jego filmografii tematów, zależy od Waszej relacji z tym dziełem i samym Pedro Almodovarem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *