W kinie: Królowa Kier

queenofh

 

KRÓLOWA KIER
polska premiera: 7.06.2019
reż. May el-Toukhy

moja ocena: 6.5/10

 

Anne (Trine Dyrholm) i Peter (Magnus Krepper) tworzą szczęśliwe małżeństwo, wychowujące córki bliźniaczki w nowoczesnym, pięknym domu na skraju lasu. Są rodziną jak z obrazka, której układa się także w życiu zawodowym. On jest lekarzem, ona – prawniczką z pasją walczącą zwłaszcza o prawa młodych ofiar seksualnych przestępstw. Harmonijną, rodzinną egzystencję przerywa niespodziewane pojawienie się Gustava (Gustav Lindh) – 17-letniego syna Petera z pierwszego małżeństwa. Ojciec zaprasza krnąbrnego i mającego problemy z prawem syna pod swój dach. Choć chłopak nie darzy sympatią macochy, nakryty przez nią na kłamstwie, zawiera z nią ciche porozumienie. W zamian za dochowanie tajemnicy obiecuje angażować się w życie domu. Wydaje się, że wszyscy mogliby żyć długo i szczęśliwie, że Anne wikła się w romans z Gustavem. Wiedziona pożądaniem, znudzona małżeńską rutyną, zbyt często samotna we własnej, mieszczańskiej idylli kobieta inicjuje sytuację, która do katastrofy może doprowadzić jej życiową wygodę i tak misternie budowane latami rodzinne szczęście. To jednak nie autodestrukcyjny pęd bohaterki buduje napięcie filmu, ale moment, gdy wygrywany na wirtuozerskiej głębi postaci Dyrholm i subtelnej bierności (nigdy zaś szczenięcej niewinności!) Lindha dramat psychologiczny zmienia się w ciernisty thriller o skutkach decyzji podejmowanych z pozycji siły jednej strony wobec drugiej. I jak ta uprzywilejowana strona nie cofnie się przed niczym, by ochronić wszystko to, co naraziła swoim impulsywnym, amoralnym zachowaniem. W przypadku Anne zwłaszcza jej zawodowa rola staje się straszliwie fałszywa. Wszak w wyniku działań kobiety ofiarą, na którą każdego dnia może natknąć się w biurze, staje się jej nastoletni kochanek. Choć to akurat zupełnie zbędny dodatek do charakterystyki głównej bohaterki, buduje dodatkowy kontekst, który to przekraczanie kolejnych granic przez Anne czyni jeszcze bardziej perfidnym i nagannym. “Królowa Kier” ostatecznie pozostawia widza w dużym dyskomforcie. Idzie przecież zupełnie pod prąd utartym w popkulturze schematom napastnika i ofiary. Z odwagą buduje okoliczności pokazujące, że władza może demoralizować niezależnie od płci. I niestety też, jak trudno z tym słabszym się utożsamić, nie mówiąc już o pociągnięciu do odpowiedzialności tego, kto dopuszcza się karygodnych czynów, a świadomie i bezwzględnie korzysta z dobrodziejstw własnego statusu społecznego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.