W kinie: Wheel of Fortune and Fantasy (Berlinale)

wheelhamaguchi18

 

WHEEL OF FORTUNE AND FANTASY
Berlinale 2021
reż. Ryûsuke Hamaguchi

moja ocena: 7.5/10

 

Nie jest łatwo być Ryûsuke Hamaguchim. Ten kulminacyjny punkt własnej twórczości, swoje opus magnum, Japończyk na ten moment ma już raczej za sobą. Monumentalne ze względu na swoją długość, ale zarazem intymne i przenikliwie patrzące na swoje bohaterki “Happy Hour” to na pewno jeden z najważniejszych tytułów XXI wieku z Kraju Kwitnącej Wiśni. Teraz to dzięki tamtemu filmowi Hamaguchiego odkrywają najważniejsze festiwale na świecie. Najpierw Cannes, teraz Berlinale, gdzie azjatycki twórca został nagrodzony Grand Jury Prize – drugim najważniejszym wyróżnieniem festiwalu. “Guzen To Sozo” po nieudanym “Asako I & II” pozwala odkryć japońskiego reżysera na nowo i poznać go od tej najlepszej strony – jako skupionego i czułego obserwatora międzyludzkich, a zwłaszcza kobiecych relacji. Nowy film Hamaguchiego ma strukturę tryptyku, na który składają się trzy, niepowiązane ze sobą opowieści. Każda ma swoją odrębną dynamikę. Łączy je natomiast narracyjna lekkość, scenariuszowe wyrafinowanie i urokliwa melancholia. Każda opowieść dodatkowo zawiera w sobie drobny, fabularny twist, niespodziankę, która dowodzi niemałej maestrii Hamaguchiego, a dla widza stanowi dodatkowe uatrakcyjnienie i tak angażujących historii. Japończyk nie krył się ze swoimi inspiracjami kinem Érica Rohmera i francuski mistrz mógłby być dumny z takiego naśladowcy.

Pierwsza część, rozkosznie wręcz emanująca naturalną witalnością stylu Honga Sangsoo, opowiada o dwóch przyjaciółkach, gdzie w trakcie trywialnej pogawędki jedna z kobiet odkrywa, że nowa sympatia koleżanki to jej były kochanek, do którego dalej żywi jakieś uczucia. Środkowa historia skupia się na studentce i jej wykładowcy, którego ta ma uwieść, a potem zdemaskować i poniżyć, karząc go za szorstkość wobec innych. W końcu część finałowa, absolutny majstersztyk, w którym niewinne i przypadkowe spotkanie po latach dawnych koleżanek ze szkoły przyjmuje zupełnie nieoczekiwany obrót. To emocjonalna bomba, która wybucha znienacka, ale nikogo nie niszczy po drodze, a wprost przeciwnie – rozlicza przeszłość, daje nadzieję na aktualnie niepewną przyszłość.

Anglojęzyczny tytuł filmu Hamaguchiego to “Koło Fortuny i Fantazji”, bo jego w opowieściach przypadek, plotka, niedopowiedzenia, niejasności, jednostkowa iluzja tworzą magiczną wręcz sieć powiązań, w którą uwiązany jest człowiek. Literówka w adresie mailowej, prywatnej korespondencji potrafi zmienić życie wszystkich dookoła. Zachowanie prawdy dla siebie może zadecydować o szczęściu i miłości drugiej osoby, a nieznajomy – okazać się dziwnie bliski. Nie dostrzegamy na co dzień drobiazgów, a one mogą mieć wielkie znaczenie dla jednostkowej egzystencji.

W trzeciej noweli Japończyk skromnie kreuje wizję ludzkości w kryzysie. Wirus zamknął świat wirtualny, przywracając – jako jedyną z możliwych – komunikację bezpośrednią. Nie ma już nie tylko internetu, ale też wszystkich udogodnień z nim związanych. Spece z branży IT są bezrobotni i korzystają ze specjalnych zasiłków, zaproszenia wysyła się zwykłą pocztą, a filmy ogląda tylko z tradycyjnych, fizycznych nośników. “Guzen To Sozo” powstawało już w czasie pandemii, dlatego z dzisiejszej perspektywy ten film wygląda jak współczesna fantazja. Ludzie są blisko siebie, odwiedzają się, żywo dyskutują będąc obok – to tęsknota naszej teraźniejszości, a dla Hamaguchiego staje się ona dodatkowo pretekstem dla przypomnienia, co ma na nas największy wpływ – bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *