W kinie: Jestem miłością

 

JESTEM MIŁOŚCIĄ
polska premiera: 24.09.2010
reż. Luca Guadagnino

moja ocena: 5/10

 

Zjawiskowy talent i monumentalne piękno Tildy Swinton są bezapelacyjne i bezdyskusyjne – dla niej często warto oglądać filmy, o których z góry wiadomo, że nie będą zbyt wysokich lotów. O „Jestem miłością” nie można było tego powiedzieć. Tym bardziej, że co poniektórzy w fabule Guadagnino dopatrywali się świetnej kontynuacji dawnego, włoskiego kina w stylu Viscontiego. Prawdą jest, że faktycznie w majestatycznej, wizualnej warstwie filmu przypominającej lomograficzną fotografię wiele jest ze stylu tamtej, kinowej epoki, ale na tym w sumie wszystkie porównania powinny się zakończyć. W „Jestem miłością” ciężar historii opiera się na głównej bohaterce – Rosjance wżenionej w bogatą, włoską familię, która przez lata zdążyła odciąć się od swoich korzeni. Obserwując nieporadne życie swoich dorosłych dzieci i ich ciągłą pogoń za szczęściem, w końcu też matka zrezygnuje ze stabilizacji i wikłając się w romans ze zdolnym kucharzem, przypomni sobie o własnej tożsamości. „Jestem miłością” razi strasznym kontrastem między minimalizmem fabuły a rozdętym, barokowym sztafażem scenografii. Trochę to przypomina oglądanie zdjęć w albumie, do których sami musimy nadbudować treść. Nie jest to jednak najbardziej pożądana czynność w tym przypadku.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=XhbTeBneRVU]