W kinie: Café de Flore

 

CAFE DE FLORE
francuska premiera: 25.01.2012
reż. Jean-Marc Vallée

moja ocena: 5/10

 

Dwie różne rodziny, dwie różne perspektywy czasowe, dwa różne kontynenty i bohaterowie, których losy zostają połączone dziwną siecią retrospektyw, halucynacji, fantazji, przeczuć. W Paryżu lat 60tych samotna matka zmaga się z wychowywaniem dotkniętego zespołem Downa syna, któremu za wszelką cenę chce zapewnić normalne warunki rozwoju. We współczesnym Montrealu porzucona przez męża żona stara się przywrócić do ładu własną, rozbitą rzeczywistość, podczas gdy mężczyzna układa sobie życie z inną partnerką, przekonując do nowej sytuacji także córki z poprzedniego związku. Jean-Marc Vallée ewidentnie gubi się w zbyt chaotycznie rozplanowanej metafizyce swojego filmu. Nawiązując chociażby do filmowych korelacji egzystencjalnych jak ta z „Podwójnego życia Weroniki”, nie umie sensownie naszkicować owych punktów stycznych, które miały łączyć jego bohaterów. To, co wspólne dla wątku paryskiego i kanadyjskiego to próba uchwycenia zjawiskowości miłości w najróżniejszych jej odcieniach – uczucia dwojga kochanków, niewinnych dzieciaków, matki do syna. Jest w tym coś ładnego i poetyckiego, ale to zdecydowanie za mało, by całkowicie oddalić zarzuty o grafomaństwo, o co łatwo (i słusznie) „Café de Flore” można posądzić.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=C15xLMrp0OA]