W kinie: Paradies: Liebe (Cannes)

 

PARADIES: LIEBE
Festival de Cannes 2012
reż. Ulrich Seidl

moja ocena: 5/10

 

Chyba najsłabszy z filmów Ulricha Seidla: niezbyt atrakcyjna Austriaczka w okolicach 50tki wyjeżdża na wakacje do Kenii, gdzie poznaje „dziką Afrykę” z całym jej dobrodziejstwem inwentarza – głównie wszechobecną biedą i nachalnymi autochtonami narzucającymi się na każdym kroku, sprzedającymi wszystko od tandetnych pamiątek począwszy na seksie skończywszy. Seidl zestawia austriacką samotność głównej bohaterki (totalne ignorowanie przez nastoletnią córkę, brak partnera) z afrykańską rzeczywistością, gdzie zaniedbana kobieta nagle zaczyna być w centrum uwagi młodszych od niej, czarnoskórych mężczyzn, którzy jednak czyhają tylko na to, by wykorzystać naiwność i kompleksy wczasowiczki i naciągnąć ją na jak największą ilość pieniędzy. Nazbyt dosłowny, banalny film momentami nawet staje się dość ciężkostrawny. Seidlowi niekoniecznie zapewne chodziło o wiwisekcję seks turystyki, ale o samotność, a poprzez dziwny rozkład akcentów nie jest to w „Paradies: Liebie” tak bardzo oczywiste.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=o_E5Pf3LipE]

 

***
Kasia w Cannes powered by: