W kinie: Panie, panowie – ostatnie cięcie (WFF)

 

PANIE, PANOWIE – OSTATNIE CIĘCIE
polska premiera: październik 2012 (WFF)
reż. György Pálfi

moja ocena: 7.5/10

 

W ostatnim czasie zwykliśmy zachwycać się filmami robionymi dla i przez prawdziwych kinofilów – pasjonatów sztuki filmowej, obdarzonych umiejętnością żonglowania konwencjami, poszukujących i kreatywnych, a przy tym garściami czerpiących z historii filmu. Hazanavicius, Refn, Carax swoje ostatnie sukcesy oparli właśnie na fantastycznym przekuwaniu miłości do kina w dzieło filmowe, kipiące od znaczeń, niejednoznacznych przekazów. György Pálfi zrobił coś więcej. Zamiast żonglerki motywami i kontekstami po prostu sięgnął po nie, zacytował w oryginale. Ze skrawków różnorodnych filmów (niemych, francuskich, sensacyjnych, nowych, starych niezależnych, komercyjnych etc.) stworzył klasyczny melodramat o mężczyźnie i kobiecie, których połączyło spontaniczne uczucie, zakończone po małych perturbacjach hucznych weselem. Nie wszystko jednak w tym małżeństwie dobrze się układało, kochankowie w końcu odseparowali się od siebie, ale jak to w historiach miłosnych bywa, ostatecznie odnaleźli się ponownie. Nie sposób wymienić wszystkich z ponad 500 filmów, które Pálfi wykorzystał w „Panie, panowie – ostatnie cięcie”, wszystko się tu doskonale ze sobą łączy, zaś sam film jest tyleż zabawny i fascynujący, ile archetypiczny (to w końcu banalna love story z własną fabułą!). Po prostu cudowny popis znajomości historii kina i niesamowitej wyobraźni György’a Pálfiego.

 

[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=g6j5TuDl2pI]

 

***
Kasia na WFF powered by: