W kinie: Prince Avalanche (WFF)

princeavalanhce

 

PRINCE AVALANCHE
polska premiera: 29. WFF
reż. David Gordon Green

moja ocena: 7/10

 

Niegdyś za sprawą “All The Real Girls” zakochałam się w niespiesznym, celebrującym zwyczajność i prostotę stylu Davida Gordona Green. Od 2003 roku zmieniło się jednak sporo, bo Amerykanin porzucił klimat swoich wczesnych filmów i zaczął kręcić głównie groteskowe komedie. Jednak “Prince Avalanche” stanowi powrót Greena do jego świetnych, kameralnych korzeni. Nie ma nic prostszego i zwyklejszego – dwóch, totalnie przeciętnych facetów na zadupiu gdzieś w Teksasie maluje pasy na drogach. Jeden, spokojny Alvin, ucieka od obowiązków, chce odpocząć, rozmyślać, oddać się kontemplacji nad własnym życiem. Drugi, Lance, wręcz przeciwnie. Odosobnienie mu nie służy, tęskni za wielkomiejskim klimatem, dziewczynami, imprezami w pubie. Czas na drodze spędzą na dyskusjach, kłótniach, piciu alkoholu, spotykaniu będących w okolicy przejazdem dziwaków, wsłuchiwaniu się w ciszę i lekcje niemieckiego, które z uporem z kasety puszcza Alvin. Gdzieś mimochodem ta dwójka pogada o naprawdę ważnych tematach – własnych, nieudanych związkach i wynikającym z nich poważnych problemach, niemniej jeśli ktoś liczy na jakiś nieoczekiwany zwrot akcji czy przemianę bohaterów, to raczej mocno się rozczaruje. Siła “Prince Avalanche” tkwi bowiem w pięknym gloryfikowaniu zwyczajności, niewymuszonym humorze, jaki niesie ze sobą nieskomplikowana interakcja między rzuconymi na melancholijne, banalne pustkowie postaciami, całkowicie ujmującą prostotą miejsc, ludzi, sytuacji i tego, co z nich może wynikać. Ponieważ gdzieś nad spotkaniem Alvina i Lance’a unosi się duch determinizmu, ta para na pewno w jakimś celu się spotkała, ale tego się nigdy nie dowiemy. Zupełnie tak jak w życiu, które pisze przeróżne scenariusze.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=gJGEu268KvI]

 

***
Kasia na WFF powered by: