W kinie: The Rover (Cannes)

rover

 

THE ROVER
Festival de Cannes 2014
reż. David Michôd

moja ocena: 5/10

 

Pokazywany poza konkursem „The Rover” to nowe dzieło Davida Michôda, który 4 lata temu zadebiutował świetnym „Animal Kingdom”. Australijczyk znów dał się poznać jako twórca mocnego, na wskroś męskiego kina. Tak samo jest w przypadku jego najnowszej fabuły. „The Rover” to post-apokaliptyczne kino drogi, w którym samotny mężczyzna wyrusza w pościg za złodziejami swojego samochodu. Zabiera ze sobą brata jednego ze ściganych, licząc, że ratując chłopakowi życie, wymieni go za skradziony pojazd. Razem przemierzają zdewastowany, brudny, duszny kraj, który wygląda jak ten z „Mad Max” – dookoła tylko wysuszona ziemia, puste drogi i gdzieniegdzie tylko podejrzliwi, nieprzyjaźni ludzie, mierzący do każdego nieznajomego z nabitej broni. Drugi film Michôda niestety trochę zawodzi. „The Rover” jest bardzo surowe, niedopowiedziane. Oczywiście przywodzi nieco na myśl kultową książkę Cormaca McCathy’ego, ale jest od niej dużo płytsze i jednak mniej sugestywne. Dodatkowo rozwiązanie zagadki feralnego samochodu, na którym tak zależy głównemu bohaterowi, jest co najmniej dziwaczne. Pozytywnym zaskoczeniem jest natomiast bodaj pierwsza ciekawa rola Roberta Pattinsona – do tej pory w każdym filmie grającego jak kolejne wcielenie Edwarda Cullena (nawet u Cronenberga), tutaj nie tylko wygląda inaczej, ale i pokazuje coś więcej niż znudzony, wampiryczny wyraz twarzy.

 

***
Kasia w Cannes powered by: