W kinie: Teoria Wszystkiego

teoriawsz

 

TEORIA WSZYSTKIEGO
polska premiera: 23.05.2014
reż. Terry Gilliam

moja ocena: 6/10

 

Zanurzony w oparach absurdu Terry Gilliam powraca do groteskowego świata z „Brazil” czy „12 Małp” i w zupełnie odrealnionej, barokowo-futurystyczno-plastikowej scenografii serwuje widzom naszpikowaną kulturowymi cytatami historię o tym, jak bezsensowne i jałowe jest w gruncie rzeczy poszukiwanie sensu życia. W charakterystycznym dla siebie pozornie nielogicznym wodospadzie filozoficznych rozważań na ostrych psychotropach Gilliam skrył kino jednocześnie zabawne i ponure, uwodzicielskie i odpychające, błyskotliwe i szalone, brawurowe i melancholijne. Mój jedyny problem z „Teorią Wszystkiego” polega jednak na tym, że mimo całej niesamowitej erudycji filmu i jego fantastycznie kunsztownej formy, stanowi on przekrojowy autocytat z twórczości reżysera. Czuje się, że Gilliam ma już swoje lata, bezgranicznie ufa własnej niezwykłej wyobraźni i nie wiadomo, czy jeszcze potrafi ją odpowiednio przefiltrować tak, by to, co z niej powstanie, nie sprawiało wrażenia kiczowatej powtórki z rozrywki. Inna sprawa, że Amerykanin to wymierający gatunek oryginalnego twórcy kina sci-fi, który doskonale potrafi operować absurdem, ma wielką fantazję, inteligenckie zacięcie oraz chęci, by iść pod prąd popularnym trendom i aktualnym modom. A do takich ludzi mam ogromny szacunek.

 

[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=_MuMPlrdYQE]