W kinie: A Tale Of Love And Darkness (Cannes)

A TALE OF LOVE AND DARKNESS

 

A TALE OF LOVE AND DARKNESS
Festival de Cannes 2015
reż. Natalie Portman

moja ocena: 6.5/10

 

Autobiograficzny tekst Amosa Oza poświęcony i gloryfikujący jego matkę Fanię w wyjątkowo melancholijnej formie na język filmu przetłumaczyła debiutująca po drugiej stronie kamery Natalie Portman. Dla pisarza to na pewno tekst ważny, dlaczego wybrała go hollywoodzka gwiazda na swój reżyserski debiut, nie do końca wiadomo. Zaskakująco dobrze jednak sobie z tym wszystkim poradziła. W historii Fanii potrafiła uchwycić bowiem cały niepokój i tęsknoty pokolenia Żydów, którzy wychowali się w Europie Wschodniej, doświadczyli antysemityzmu, po wojnie wyjechali do nowego Izraela i musieli wraz z nim przeżywać trudy narodzin nowej państwowości w wyjątkowo nieprzyjaznym otoczeniu. Portman z pomocą Sławomira Idziaka zrobiła film wizualnie piękny i nastrojowy. Jak jego literacki pierwowzór – smutny i nostalgiczny, z naprawdę ładnie cierpiącą, delikatną bohaterką, którą zresztą sama z niezwykłym wyczuciem zagrała. „A Tale Of Love And Darkness” w swojej lirycznej formie przypomina mi „Czas Nosorożca” Bahmana Ghobadiego. Takie stylowe, poetyckie kino bardzo sobie cenię.

 

***
Kasia w Cannes powered by: