W kinie: Carol (Cannes)

carol

 

CAROL
Festival de Cannes 2015
reż. Todd Haynes

moja ocena: 6.5/10

 

W kapitalnym „Daleko od nieba” Todd Haynes stworzył wzruszającą historię miłosną, w której główna bohaterka musiała się mierzyć z hipokryzją i konserwatyzmem społeczeństwa lat 50., by ocalić swoje uczucie. Musiała wybierać, czy pozostać w związku z czarnoskórym ogrodnikiem wbrew otoczeniu czy trwać w kłamstwie przy mężu-homoseksualiście, którego skłonności były bardziej akceptowane niż kolorowy partner jego żony. W „Carol” reżyser powraca do tego świata nieszczerych pozorów i moralnego kołtuństwa, opowiadając o zauroczeniu prostej dziewczyny efektowną, bogatą kobietą. Ta pierwsza nie ma żadnych zobowiązań, więc z dnia na dzień może rzucić wszystko dla obiektu swojego uwielbienia. Ta starsza posiada zaś męża, z którym właśnie się rozwodzi i małą córeczkę. Może ją stracić, jeśli małżonek udowodnij jej niemoralne prowadzenie się. W „Carol” wątek miłości i fascynacji dwóch kobiet mocno ustępuje miejsca na społeczne rozważania, fabularnie przypominając nieco „Thelmę i Louise”. Psychologia postaci w filmie jest dość płaska. Można zrozumieć zadurzenie Therese w majestatycznej, atrakcyjnej Carol, jednak już ciężko zrozumieć, dlaczego bogata mieszczka postanowiła zaryzykować wszystko akurat dla tej konkretnej dziewczyny poznanej na stoisku z zabawkami. Haynes postanowił skupić się właśnie na zakazanym uczuciu, pobieżnie traktując wszystko, co działo się wokół niego (a wątek ciągle zakochanego w swej żonie męża wydawał się ciekawszy niż lesbijskie uczucie), ale ta miłość ma bardzo wątłe fundamenty. Można ją odczytywać jako bunt Carol przeciwko sztywnemu gorsetowi świata wyższych sfer, który ją ewidentnie uwierał, ale nie pokuszono się o to, by ten motyw mocniej rozwinąć. Film Haynesa to na pewno klasowy, stylowo, pięknie nakręcony melodramat, ale niestety znając możliwości tego reżysera, należało się po nim spodziewać dużo więcej.

 

***
Kasia w Cannes powered by: