W kinie: Cemetery Of Splendour (Cannes)

Weerasethakul2015

 

CEMETERY OF SPLENDOUR
Festival de Cannes 2015
reż. Apichatpong Weerasethakul

moja ocena: 8/10

 

Dwie boginie z Laosu – wyglądające jak typowe młode, atrakcyjne Tajki – zaczepiają wolontariuszkę ze szpitala, w którym hospitalizowani są żołnierze w śpiączce. Wyjaśniają poczciwej kobiecie, dlaczego wojskowi raczej nigdy nie wybudzą się ze snu. Niegdyś w miejscu, gdzie dziś znajduje się placówka medyczna, znajdował cmentarz królów. Duchy władców od żołnierzy w śpiączce pobierają energię, by także w zaświatach móc toczyć swoje bitwy. W szpitalu pracuje także medium. Za pośrednictwem młodej kobiety bliscy mogą komunikować się ze śpiącymi i pytać ich o różne rzeczy, np. na jaki kolor pomalować kuchnię. Krążą plotki, że medium miało propozycję pracy dla CIA, którą jednak odrzuciło z patriotycznych pobudek. Jeden z wojskowych budzi się ze śpiączki. Nie ma nikogo bliskiego, więc zaprzyjaźnia się z wolontariuszką, która się nim opiekowała. Mężczyzna jeszcze nie wydobrzał do końca. Zdarza mu się bowiem bezwolnie zasypiać – na stołówce w trakcie obiadu, w kinie, na spacerze w parku. „Cemetery Of Splendour” to kolejne poetyckie dzieło laureata Złotej Palmy sprzed paru lat, znów medytujące w temacie śmierci i obecności duchów w świecie. Ciekawe, że ów niesamowity mistycyzm Weerasethakula dzieje się tym razem w jakże neutralnym od wszelkich wierzeń środowisku szpitalnym. Prosty, prowincjonalny szpital staje się też miejscem umożliwiającym aranżację naprawdę przepięknych wizualnie kadrów. To też film z gatunku tych egzotycznie refleksyjnych, ale bardzo lekki i – co najbardziej zaskakujące – błyskotliwie zabawny.

 

***
Kasia w Cannes powered by: