W kinie: Everest

everest

 

EVEREST
polska premiera: 18.09.2015
reż. Baltasar Kormákur

moja ocena: 5.5/10

 

Tę historię można było opowiedzieć na wiele sposobów. Jako tragiczny finał rywalizacji dwóch wiodących postaci, którzy do 1996 roku osiągnęli niemały sukces komercjalizując wyprawy w Himalaje – każdy w swoim, zupełnie innym stylu. Albo jako tragiczną konsekwencję faktu, że wspinaczka na Mount Everest i inne najwyższe szczyty świata stała się dostępna praktycznie dla każdego, kto wyłoży odpowiednią sumę pieniędzy. Lub w końcu jako ciekawe spojrzenie na bolesne skutki amerykańskich cech narodowych, jak te, że ratuje się ludzi bez względu na koszty lub goni za marzeniami za wszelką cenę. Baltasar Kormákur zamiast czegoś konkretnego zaproponował jednak narrację, jak w “Na głębinie”, gdzie raczej skupia się na prostym ciągu przyczynowo-skutkowym, który prowadzi do katastrofy, by przy okazji przyjrzeć się (w “Evereście” momentami wnikliwie, ale i zbyt ckliwie) pierwiastkowi ludzkiemu. Wydaje się, że akurat dość przypadkowo wysuwa jedne historie na pierwszy plan, innym poświęcając ledwie chwilę (prosiło się aż o więcej barwnej historii Scotta Fischera czy Anatolija Bukriejewa, którego książka o dramatycznej wyprawie skierowała wówczas dyskusję o niej na nowe tory). W swej niedoskonałości to jednak rzetelne kino, które szczególnie efektownie prezentuje się na dużym ekranie – mały, rządny wrażeń człowiek kontra majestatyczne, nieposkromione góry.

 

[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=CJuBaFvudwY]