Netflix: Psie Pazury

psiepazury

 

PSIE PAZURY
polska premiera: 1.12.2021
reż. Jane Campion

moja ocena: 7.5/10

 

Fascynujące, zapierające dech w piersiach, a jednocześnie złowrogie potrafią być natura i krajobraz w Montanie. Bezkresne prerie, górzyste pustkowia, gęste lasy – w takich majestatycznych okolicznościach nawet hodowla bydła wydaje się zajęciem szlachetnym, zanurzonym we własnej mitologii, którą pielęgnują amerykańscy kowboje. Dla Jane Campion to tło nie będzie jednakowoż kolejną we współczesnym kinie dekonstrukcją mitu, lecz opowieścią o wyniszczającej samotności, wynikającej z nieustannej gry pozorów odgrywanej w konserwującym jednowymiarowość świecie połowy lat 20. Do gospodarstwa całkiem majętnych braci Burbanków nowoczesność wkracza bardzo powoli. Phil (Benedict Cumberbatch), wykształcony na prestiżowym uniwersytecie intelektualista, na rodzinnym ranczu w Montanie mianował się strażnikiem tradycji. Porządku pilnuje twardą ręką, wręcz terroryzując swoją niezaprzeczalną charyzmą domowników. U współpracowników zaś budzi niemały podziw i szacunek. Sens egzystencji sprowadza do kilku rzeczy – zarządzania trzodą, wyprawiania skór, konnych eskapad w męskim towarzystwie. I przypominaniu o spuściźnie niejakiego Bronco Henry’ego – legendarnego kowboja, który Phila nauczył wszystkiego, a w szczególności tego, co to znaczy być mężczyzną. Ta toksyczna wizja męskości latami zatruwa krwioobieg bohatera. Tłumi jego prawdziwe emocje, z intelektu karze czynić wyjątkowo brutalny oręż, ułatwia upokarzanie oraz zachęca do budowania własnego wizerunku nieprzejednanego, na wpół dzikiego władcy prerii.

Phil życie dzieli ze swoim bratem George’em (Jesse Plemons), którego niewątpliwie kocha, ale też lubi go czasem poniżyć, by podkreślić swoje miejsce w stadzie. George znosi to trudne braterstwo z dziwnym spokojem. Nigdy nie podnosi głosu, nie protestuje. W przeciwieństwie do Phila gorzej operuje słowem, jest mrukliwy i wycofany, a jednak to on ma większy kontakt z rzeczywistością. Woli samochody od koni, gustuje w herbacie pitej z ładnej porcelany, dostrzega wagę eleganckich spotkań towarzyskich. Potrafi też sobie znaleźć partnerkę, która – w jego mniemaniu – towarzyszyłaby mu w codziennych rytuałach. Tak na ranczu pojawia się Rose (Kirsten Dunst). Wdowa prowadząca miejską tawernę najpierw zostaje upokorzona przez Phila, by za moment znaleźć pocieszenie w dobrodusznym George’u. Wtedy jeszcze nie wie, że przyszły mąż to będzie z gatunku tych choć czułych, to raczej nieobecnych, nie potrafiących wyrażać emocji oraz nie dostrzegających problemów w międzyludzkich relacjach. Nie zauważy zawiści Phila wobec swojej małżonki i kierowanej wobec niej psychicznej przemocy, z którą kobieta będzie sobie radzić, regularnie sięgając po butelkę bourbona i podupadając na zdrowiu z powodu alkoholowego uzależnienia. Doskonale sytuację natomiast prześwietli jej nastoletni syn Peter (Kodi Smit-McPhee), który do Montany będzie powracał od czasu do czasu z medycznej uczelni.

Niepozorny chłopak nie widzi niczego atrakcyjnego w kowbojskim etosie. Nie interesują go konie, bydło, buty z ostrogami. Nie ukrywa się ze swoją emocjonalną odrębnością, którą ci wszyscy przesiąknięci testosteronem mężczyźni wyśmiewają, uznając za przejaw zniewieścienia. My za to możemy dostrzec, że w tym pokracznym wrażliwcu kryje się coś więcej. Niby tworzy piękne kwiaty z papieru, ale potrafi też dokonać bezdusznej sekcji zwłok na uratowanym przez matkę króliku. Na tę pozę nabiera się też Phil, który próbując wprowadzić Petera w tajniki ranczerskiego życia, mimowolnie obnaża przed nim swoje sekrety, odsłania słabe punkty, zdejmuje maczystowski kostium. Nie wie, że po drugiej stronie stoi przebiegły gracz, który rozgrywkę z domowym tyranem zaplanował w najdrobniejszych szczegółach, patrząc z wyrachowaną przenikliwością daleko do przodu. Inaczej niż Phil zamierający w romantycznym bezruchu podczas wpatrywania się w górzysty horyzont.

W “Psich Pazurach” przenikają się motywy klasyczne, nieuwikłane tylko w (anty)westernowe schematy. Cicha, braterstwa rywalizacja, zakazane uczucia, dekonstrukcja legendarnych wzorców męskości, a nawet tajemnicza zbrodnia – Campion traktuje te motywy z wzorcową wirtuozerią i niesamowitą subtelnością, by donioślej, ale ciągle spokojnie wybrzmiała ta uniwersalna symfonia o tragizmie samotności. Philu ukrywającym własne pragnienia pod skórzanym kapeluszem i powłoką męskiego brudu, Rose pogrążającej się w uzależnieniu, George’u o zbyt słabym głosie i pokiereszowanej uczuciowości, czy w końcu Peterze ostentacyjnie nie pasującym do monokulturowego świata dam i kowbojów. Wszyscy w jakimś stopniu przegrywają, próbując wpasować się w społeczne normy, pozostając w swoich zmaganiach, a zwłaszcza porażkach, okrutnie osamotnieni. Przenikające się zależności między bohaterami tworzą w filmie to wyrafinowane, podskórne napięcie, raz o zabarwieniu erotycznym, kiedy indziej wprowadzające nastrój grozy. Od początku zwiastujące nieuchronną katastrofę. W swojej gęstości to dramat, w którym “Na Wschód od Edenu” spotyka “Brokeback Mountain” w krajobrazach z Malicka, pozostający od pierwszej do ostatniej minuty autorskim spektaklem Jane Campion.

W osobie reżyserki kryją się także pewne słabości tego filmu. Skomplikowana warstwa psychologiczna i przenikające się metafory to zawsze były mocne strony twórczyni z Antypodów. Doceniając je, wypada wspomnieć, że “Psie Pazury” są też bardzo przewidywalnym kinem. Aktorzy zostali obsadzeni w rolach wprost ze swojej strefy komfortu, co widać szczególnie w kreacji Cumberbatcha – żywcem wyjętej z tych, które tworzył na deskach brytyjskich teatrów. Ścieżka muzyczna Johnny’ego Greenwooda wprowadza znajomo klaustrofobiczną atmosferę zaciskającej się pętli wokół bohaterów. Nawet ta Nowa Zelandia odtwarzająca w filmie pejzaże Montany wydaje się rozwiązaniem aż nadto oczywistym. Kameralność i subtelność filmowego języka wprowadzają do narracji autorską magię, ale też w tym powolnym rytmie łatwo stracić z pola widzenia zniuansowanie tej historii, obserwując ją beznamiętnie jak Peter ranczerskie zwyczaje. Mimo wszystko dzieło Campion pozostaje tak przenikliwą, uniwersalną opowieścią, piękną i ponurą w swoim majestacie, że nie sposób nie poczuć, jakby wprost z psich pazurów wyrwało się to filmowe dobro.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.