W kinie: Le Deuxième Acte (Cannes)

 

DRUGI AKT
Festival de Cannes 2024
reż. Quentin Dupieux

moja ocena: 6/10

 

Kiedy Quentin Dupieux – niegdyś oryginalny, muzyczny twórca – wkraczał do świata filmu, jawił się nie tylko jako intrygujący ekscentryk, ale także ktoś, kogo świeże podejście do narracyjnych schematów i zamiłowanie do absurdu, może znaleźć nie tyle swoją publikę, ale wręcz oddanych fanów. Od premiery w niektórych kręgach kultowej już “Opony” minęło 14 lat. Paryżanin w branży filmowej zadomowił się już na dobre, nowe fabuły produkuje wręcz taśmowo. Nie mają często one potężnych budżetów i wyrafinowanych scenariuszy, ale pojawiają się w nich nieraz głośne, aktorskie nazwiska, które raz na jakiś czas, pewnie dla zgrywy i miłej odskoczni, zjawiają się na planie zdjęciowym u Dupieux. W jego najnowszym filmie oglądamy francuskie gwiazdy największego formatu, jak Léa Seydoux, Vincent Lindon czy Louis Garrel. Nic dziwnego, że “Le Deuxième Acte” zostało filmem otwarcia tegorocznego festiwalu w Cannes.

Ciężko streścić, o czym tak dokładnie opowiada ta fabuła. W tym filmie zmieściło się bowiem tak naprawdę kilka filmów. Dosłownie – to historia próby nakręcenia filmu o kręceniu filmów. Meta zabawa w meta konteksty. Trochę satyra na branżę, podśmiewywanie się z aktorskich relacji (brawa za dystans odtwórców ról, którzy żartują trochę z samych siebie), trochę zaduma nad nowymi technologiami we współczesnym kinie ze szczególnym uwzględnieniem sztucznej inteligencji (i to w sumie najzabawniejszy i zarazem też trochę przerażający wątek w tej fabule). Gdy sobie śmieszkujemy i dowcipkujemy, naprawdę miło płynie sobie ten krótki seans. W pewnym momencie ten branżowy dowcip skręca w nieco bardziej poważniejszą stronę. Drugin aktem “Drugiego aktu” staje się pytanie o granicę między fikcją i rzeczywiście. Jak łatwo/trudno się one zacierają. Czy ludzka egzystencja to nieustanne odgrywanie ról, a człowiek jest po prostu aktorem w filmie zwanym życiem. W symboliczno-refleksyjnym finale Dupieux stara się maskować swoje braki, jeśli chodzi o poważniejsze opowieści. Bo ile komediowa część wydaje się być pełna i spuentowana, a tyle druga to problem ledwie zasygnalizowany i wypuszczony na otwartą przestrzeń. Mimo wszystko “Le Deuxième Acte” to jeden z najlepszych filmów otwarcia, jaki w ostatnich latach wybrano na festiwalu w Cannes. Pasuje on idealnie na tę okazję. Jest lekki, całkiem rozrywkowy, autotematyczny i – co najważniejsze – krótki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.