Płyty 2021: 50-26

50mkl

MUZYKA KOŃCA LATA
Prywatny Ciechocinek
Try: Naucz się być sam, Prywatny Ciechocinek
 

49ac

ANANSY CISSE
Anoura
Try: Foussa Foussa, Nafa
 

48leonb

LEON BRIDGES
Gold-Diggers Sound
Try: Steam, Why Don’t You Touch Me: Part 1
 

47jb

JULIEN BAKER
Little Oblivions
Try: Relative Fiction, Heatwave
 

46jazs

JAZMINE SULLIVAN
Heaux Tales
Try: Pick Up Your Feelings, Girl Like Me
 

45mdou

MDOU MOCTAR
Afrique Victime
Try: Tala Tannam, Afrique Victime
 

44hia

HIATUS KAIYOTE
Mood Valiant
Try: And We Go Gentle, Red Room
 

43erika

ERIKA DE CASIER
Sensational
Try: Polite, Someone to Chill With
 

42xiu

XIU XIU
Oh No
Try: Rumpus Room, A Bottle of Rum
 

41bloto

BŁOTO
Kwasy i zasady
Try: Nie bój się nocy, Drzewa
 

40cir

CIRCUIT DES YEUX
-io
Try: Dogma, Sculpting the Exodus
 

39rochj

ROCHELLE JORDAN
Play with the Changes
Try: Already, Reach 4 Me
 

38molb

MOLLY BURCH
Romantic Images
Try: Heart of Gold, Control
 

37jwea

JANE WEAVER
Flock
Try: Solarized, Heartlow
 

36dryc

DRY CLEANING
New Long Leg
Try: Scratchcard Lanyard, Unsmart Lady
 

35madi

MADI DIAZ
History of a Feeling
Try: Nervous, Man in Me
 

34dojac

DOJA CAT
Planet Her
Try: Woman, Need to Now
 

33s-k

SLEATER-KINNEY
Path of Wellness
Try: Method, Worry With You
 

32doyle

WILLIAM DOYLE
Great Spans of Muddy Time
Try: And Everything Changed (But I Feel Alright), An Apparition (Without Event)
 

31dawn

DAWN RICHARD
Second Line
Try: Boomerang, Bussifame
 

30anika

ANIKA
Change
Try: Rights, Never Coming Back
 

29samf

SAM FENDER
Seventeen Going Under
Try: Spit Of You, Seventeen Going Under
 

28resina

RESINA
Speechless
Try: Failed Myth Simulation, Unveiling
 

27hals

HALSEY
If I Can’t Have Love, I Want Power
Try: Lilith, The Tradition
 

26turn

TURNSTILE
Glow On
Try: Blackout, Turnstile Love Connecttion
 

10 seriali 2021

Mogłabym napisać dokładnie tak samo jak rok temu: dla seriali bywały lepsze roczniki niż 2021. Mam wrażenie, że tych produkcji jest ciągle więcej, sama widziałam ok. 50 seriali (nowych i kontynuacji), ale by wygrzebać coś autentycznie wartościowego i ciekawego to trzeba mieć kupę szczęścia. Miałam je tylko wtedy, gdy w końcu odpaliłam od 1. sezonu amerykańskie “The Office”, przygotowując się do polskiej wersji. Ta nasza jest w porządku, Adam Woronowicz jest lepszym Dwightem Schture’m niż ten prawdziwy Dwight Schrute, ale to w sumie tyle. Uprzedzając też pytania – oglądałam te najgłośniejsze produkcje typu “Kolej Podziemna” (polecam jednak książkę), “WandaVision” (duża dysproporcja między finiszem a początkiem), “Squid Game” (nie rozumiem fenomenu) czy “Mare of Eastown” (to po prostu kolejny serial kryminalny w skandynawskim duchu), ale żaden nie zasługuje na topkę. Największe rozczarowanie roku to finałowy sezon “Line of Duty”. Tyle czasu budowano wielopiętrową, skomplikowaną intrygę, by ją po prostu – niczym Paulo Sousa polską reprezentację – chamsko porzucić i udać, że w sumie nic się nie stało. Skupiłam się głównie na nowych produkcjach, licząc, że kolejne sezony udźwigną poziom tych premierowych.

 

pursuitoflove

10. The Pursuit of Love

Bardzo literacka, ale czuła i charakterna opowieść o młodych kobietach, wchodzących w dorosłość u kresu starego porządku świata – tuż przed wybuchem II wojny światowej. Wspaniale to jest zagrane, narracja ujmuje lekkością i niewymuszonym dowcipem. Współczesne elementy muzyczne i montażowe sztuki tylko dodają tej produkcji wigoru.

 

residentalien

9. Resident Alien (sezon 1)

Jak byłam dzieckiem, wyjątkowo mnie bawił film “Moja macocha jest kosmitką”, w którym pozaziemska istota, przybywszy na naszą planetę z niecnymi celami, przybrała postać ponętnej Kim Basinger. Tutaj sytuacja wyjściowa jest taka sama, tylko kosmita przybrał mniej atrakcyjne ciało Alana Tudyka. Mimo to ciągle mnie ta historia niesamowicie bawiła.

 

majorofk

8. Mayor of Kingstown (sezon 1)

Testosteronowy serial o zepsutym świecie, w którym przetrwają tylko najsilniejsi. Trzej bracia zbudowali kruchy porządek, trzęsąc miasteczkiem, żyjącym z więziennictwa. Taylor Sheridan umie w takie historie.

 

whitelotus

7. White Lotus (sezon 1)

Szyta grubymi nićmi satyra na to, jak niesprawiedliwie poukładany jest współczesny świat. Okoliczności ciekawe – hawajski kurort, jego wczasowicze i personel. Najbardziej podoba mi się w tej produkcji jej bombastyczna kampowość. Śmiech jak się pojawia to zawsze podszyty jest dużą dozą dyskomfortu.

 

impeachment

6. American Crime Story: Impeachment

ACS to moja ulubiona, kryminalna antologia. Wcześniej oglądaliśmy sprawę OJ Simpsona i kulisy zabójstwa Gianniego Versace. W “Impeachment” sprawa jest o tyle oryginalna, że nie chodzi o krwawą zbrodnię, ale taką dokonywaną w kulisach gabinetów, wykorzystując władzę, pozycję i aparat represji. Taka forma, w jakiej opowiada się tu historię Moniki Lewinsky, jest możliwa, bo żyjemy w czasach, w których perspektywa takich przestępstw jest zupełnie inna.

 

hacks

5. Hacks (sezon 1)

O trudach pokoleniowych zmian i starciach różnych kultur na przykładzie doświadczonej komiczki, która by pozostać w branży, sięga po reprezentującą młode pokolenie konsultantkę. Dużo fajnych przemyśleń o anatomii współczesnego dowcipu, zwłaszcza tego wygłaszanego w sferze publicznej. To też serial wielu błyskotliwych puent.

 

onlymurders

4. Only Murders in the Building (sezon 1)

Ten serial ma czarujący urok starych, radiowych słuchowisk i ten cudowny vibe kryminalnych komedii ze starego Hollywood. I sama intryga jest tak napisana, że sprzyja nieoczekiwanym zwrotom akcji. Kapitalny hołd dla kultury współczesnych podcastów.

 

succesion3
3. Succesion (sezon 3)

Niby serial, który opowiada o rozterkach tych obrzydliwie bogatych, którzy zasługują na wszystko, co ich spotyka, ale jednak ta gęsta, egzystencjalna warstwa wychodzi daleko poza ten ekskluzywny świat jachtów, prywatnych samolotów i miliardowych transakcji. Trzyma równy, wysoki poziom też na wysokości 3. już sezonu.

 

johnwilson

2. How To With John Wilson (sezon 1 & 2)

Facet z kamerką chodzi sobie po Nowym Jorku i proponuje własne rozwiązania różnych problemów – z miejscem parkingowych, z ugotowaniem perfekcyjnego risotto, z dzieleniem rachunku w restauracjach. Widzi jednak dużo więcej. Skupia się na relacjach ludzi z drugim człowiekiem, miejscami, samym sobą. Formuła wideo pamiętnika jest absolutnie rozczulająca, ale najważniejsza jest ta wrażliwość gościa, który patrzy i opowiada.

 

physical

1. Physical (sezon 1)

Ze wszystkich premierowych seriali z tego roku na kolejny sezon “Physical” czekam najbardziej, bo tak absurdalnej historii to naprawdę dawno nie widziałam. Pomieszanie zupełnie nie pasujący do siebie wątków – narodzin kariery w świecie fitnessu i emancypacji od społecznie narzucanych ról, kulis lokalnej polityki, romansu o charakterze kulturowego mezaliansu. Ogromny plus za nieoczywistą bohaterkę, która okazuje się fantastyczną władczynią męskich marionetek.

10 najlepszych ról 2021

 

isabellh

10. Isabelle Huppert (Les Promesses)

Trzeba było zagrać panią burmistrz z charakterem i trudnymi decyzjami do podjącia, nie mogło być lepszej kandydatki.

 

jodiec

9. Jodie Comer (The Last Duel)

Cała ekipa miała do zagrania w sumie trzy role, ledwie zniuansowane w detalach, a tylko ona autentycznie się do tego przyłożyła.

 

nanam

8. Nana Mensah (Queen of Glory)

Mensah wspaniale nabrała dystansu do roli opartej na historii z własnego życia.

 

zietek

7. Tomasz Ziętek (Hiacynt / Żeby nie było śladów)

Na naszym podwórku to był jego rok. Plus ten uwodzicielski, nowofalowy vibe.

 

albact

6. Rina Krasniqi (Virgjëresha Shqiptare)

Aktorskie odkrycie sezonu i cóż, że z Albanii.

 

javierba

5. Javier Bardem (El buen patrón)

Podręcznikowy przykład zjawiska dźwigania filmu na swoich barkach, ale rola wyegzekwowana na najwyższym poziomie.

 

afterlove

4. Joanna Scanlan (After Love)

To taka rola, w której ogromny ciężar dramatyczny odbija się w spokoju, liryzmie i ogromnej czułości aktorki.

 

noviceis

3. Isabelle Fuhrman (The Novice)

Doskonała gra ciałem na najwyższych obrotach i body horror, który przenosi się także w sferę umysłową.

 

franzrog
2. Franz Rogowski (Die Grosse Freiheit)

Pierwszy raz ta naturalnie wycofana poza Rogowskiego tak idealnie pasuje do bohatera i jego skomplikowanej historii.

 

simonrex

1. Simon Rex (Red Rocket)

Simon Rex jest tak kosmicznie znakomity w roli Mikeya, bo nim trafił na canneński czerwony dywan, sam latami rozpaczliwie próbował zaistnieć w show biznesie, nigdy nie tracąc nadziei na ten jeden przełomowy moment, który właściwie nigdy nie nastąpił. Był modelem, pracował w MTV, rapował pod pseudonimem Dirty Nasty. Tabloidy pamiętają go jako byłego chłopaka Paris Hilton i Meghan Markle, a środowisko filmowe (jeśli w ogóle) jako trzeciorzędnego aktora słabych filmów i seriali oraz – jak Mikey – aktora filmów dla dorosłych (a jakże!). Baker odkopał Rexa i namówił na udział w “Red Rocket”, oddając mu przestrzeń, w której tylko on mógł tak brawurowo się utożsamić ze swoim bohaterem.

 

alinevl

POZA KONKURENCJĄ: Valerie Lemercier (Aline)

Valérie Lemercier nie tylko osobliwy, nieautoryzowany biophic oparty o życie (i twórczość) Celin Dion wyreżyserowała i współtworzyła do niego scenariusz, ale przede wszystkim zagrała w nim główną rolę. Zagrała zarówno swoją bohaterkę, gdy ta była dzieckiem, jak i dojrzałą kobietą. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, by wpaść na taki pomysł, ale totalnie popieram tak fantazyjne i totalnie absurdalne rozwiązania!

10 klasycznych filmów 2021

Pierwsze miesiące mijającego roku ciągle był trudne, ale w końcu wróciło kino. Wróciły regularne seanse, wróciły festiwale, które nijak nie przypominały swoich online’owych edycji sprzed roku. Był rozmach, wyczekiwane premiery, zaskoczenia. W związku z koniecznością śledzenia tychże imprez i festiwalowych wojaży mniej oglądałam klasyki i trochę też zaniedbałam cykl o festiwalach z przeszłości. Nie porzucę go, to zbyt fajny projekt, ale pewnie zostanie on ograniczony do relacji jednej na kwartał. To jest bowiem inicjatywa, która wymaga czasu, cierpliwości i samozaparcia. Przyznam, że odurzył mnie powrót nowego kina i dałam radę ogarnąć ledwie trzy dawne wydarzenia:

Cannes 1978
Berlinale 1962
Wenecja 1953

Kilka filmów z tych imprez pojawia się w zestawieniu moich ulubionych klasyków, które pierwszy raz widziałam w 2021 roku. Odsyłam Was do powyższych relacji, gdzie można więcej o części z tych produkcji przeczytać, a kryją się za nimi naprawdę fajowe historie. Starszych dzieł nie porzucę, cykl festiwalowy zamierzam kontynuować, może będzie finalnie też więcej starszego kina, ale to na repertuarze nowym i najnowszym będę się skupiać najmocniej. Ta mieszanka nowego i starego da w tym roku rezultat prawie 450 tytułów obejrzanych zarówno w domu, jak i w kinowych warunkach. Do tego dochodzi kilkadziesiąt produkcji serialowych. Chyba całkiem nieźle?

sm53

Tom Payne & Oswaldo Sampaio: Sinhá Moça (1953)

Nagrodzona Brązowym Lwem w Wenecji “Sinhá Moça” to przykład lokalnego kina mocno zainspirowanego produkcjami z hollywoodzkim rodowodem. Do filmu przylgnęło nawet określenie brazylijskiego “Przeminęło z wiatrem” (1939). Produkcja stanowi też symbol wytwórni Vera Cruz, jej szybkiego powstania i spektakularnego upadku w zaledwie piątym roku działalności. Studio nigdy nie żałowało pieniędzy na swoje produkcje, stawiało na atrakcyjne widowiska dla szerokiej publiczności, ale ten rozmach nie miał szans spiąć się w rozliczeniach księgowych. W tamtych czasach w Brazylii rynek dystrybucyjny nie był jeszcze dobrze rozwinięty, filmy z Vera Cruz nie miały więc możliwości osiągnięcia odpowiednich, dobrych wyników w krajowym box office’ie. Więcej o filmie w relacji z Wenecji 1953.

sirkim

Douglas Sirk: Imitation of Life (1959)

Druga w historii ekranizacja powieści Fannie Hurst to film niesamowicie kompleksowy, głęboki i przez to poruszający. Epicki w aranżacji i narracji, ale zupełnie nie po amerykańsku gorzki. W rozciągniętej na lata historii dwóch kobiet – białej i czarnoskórej – ukrywa się gorzka opowieść o pogoni za karierą i jej cenie, o różnych wersjach miłości, o trudnych relacjach matek i córek. Pokazuje się tu skutki życia w kłamstwie, dotyka problematyki rasizmu amerykańskiego społeczeństwa. Trochę Sirka w tym roku oglądałam, ale żaden film nie był tak wielki jak jego ostatnie dzieło w Hollywood.

oscaf

Ruy Guerra: Os Cafajestes (1962)

Praca kamery w “Os Cafajestes” jest wybitna, nowatorska i zupełnie niepodporządkowana narracyjnemu porządkowi. Wspaniale widać to w scenie, gdy bohaterowie filmu, dwaj mężczyźni, którzy wpadają na pomysł uwodzenia kobiet w celu późniejszego szantażowania ich upublicznieniem nagich zdjęć, na opuszczonej plaży dokonują aktu psychoseksualnej przemocy wobec jednej ze swoich ofiar, a jednocześnie ich znajomej, Ledy. Rozebrana do naga kobieta zostaje przez mężczyzn odarta z godności, wykorzystana i zdradzona, stając się obiektem bezdusznej eksploatacji (w jakimś stopniu też samego Guerry, który pokazał aktorkę w pełnym negliżu). Ledę w filmie zagrała Norma Bengell – najcudowniejszy, nowofalowy anioł ciemności, w cinema novo najczęściej wcielająca się w rolę prostytutek, kobiet upadłych żyjących na krawędzi. Więcej o filmie przy okazji Berlinale 1962.

dillemo

Marco Ferreri: Dillinger e morto (1969)

Do tej pory moim ulubionym filmem Ferreriego było niezapomniane “Wielkie Żarcie”, ale “Dillinger nie żyje” absolutnie przebija tamtą, kultową produkcję. To kino tak osobne, zbuntowane, niepoprawne, że porywa mnie w każdej, jeszcze bardziej groteskowej od poprzedniej scenie. Ferreri proponuje tu absolutnie fascynującą opowieść o ucieczce od szarej codzienności, którą pewnego wieczora, po powrocie z pracy, uskutecznia bohater grany przez Michela Piccoliego. Nie robi niby nic niezwykłego, ale ten ciąg banalnych czynności doprowadzi do totalnie zaskakującego finału. Nie było drugiego takiego krytyka burżuazyjnego porządku jak Ferreri.

missbr

Ronald Neame: The Prime of Miss Jean Brodie (1969)

Wielka Maggie Smith jako tytułowa panna Brodie, która żyje pełnią życia i tą energią stara się zarażać swoje młode podopieczne – uczennice typowej, brytyjskiej szkoły dla dziewcząt. Problem tylko taki, że idee, które fascynują nauczycielkę i jej sposób bycia, są – co tu ukrywać – mocno dwuznaczne i nie chodzi tylko o realia uwięzionej w gorsetach zasad dawnej Anglii. Nie spodziewajcie się szlachetnej lekcji życia pokroju “Stowarzyszenia Umarłych Poetów”, to zupełnie inne kino.

martam70

Márta Mészáros: Szép lányok, ne sírjatok! (1970)

Ta mini retrospektywa Márty Mészáros, którą przygotowało Mubi (i ciągle większość tych tytułów jest dostępna), to prawdziwy skarb. “Nie płaczcie, ślicznotki” to dzieło, którego po węgierskiej reżyserce się nie spodziewałam. Przywodzące na myśl niegrzeczne, frywolne kino Richarda Lestera, choć przesiąknięte smutną groteską komunistycznej rzeczywistości, dzieło to czysta celebracja miłości, młodości i muzyki. Film ma musicalową strukturę, ale ona tylko dodaje mu bezpretensjonalności. Oglądajcie Mártę Mészáros!

drzewons

Ermanno Olmi: L’albero degli zoccoli (1978)

Ermanno Olmi w niemalże każdym swoim dziele zwracał się w stronę etyki chrześcijańskiej, dlatego w “Drzewie na saboty” biedni chłopi oparcie znajdują w religii i wierze, a nie w wybuchających w odległych miastach rewolucyjnych, w tym lewicowych ideologiach. Gniew wyrażają marsowym milczeniem, solidarność skrywają w gestach i przeszywających spojrzeniach, jak wtedy, gdy Batisti wraz z rodziną zostaje przegnany przez pana po tym, jak ściął jego drzewo, by z drewna zrobić buty dla swojego syna. To kino ponadczasowe, które nigdy się nie zestarzeje. Więcej o filmie przy okazji Cannes 1978.

cwgirl

Claudia Weill: Girlfriends (1978)

W najnowszych czasach pierwszy raz “Girlfriends” zostało głośniej przywołane, gdy Lena Dunham odnosiła pierwsze sukcesy z “Dziewczynami”, a potem gdy Noah Baumbach i Greta Gerwig stworzyli razem “Frances Ha”. Pod koniec lat 70. talent Weill wychwalał sam Stanley Kubrick, wróżąc jej spektakularną karierę, ale los chciał, że życie reżyserki potoczyło się inaczej. Dziś z różną częstotliwością mentoruje studentom – początkującym filmowcom na najbardziej prestiżowych uczelniach na Wschodnim Wybrzeżu. Śmiało może im pokazywać “Girlfriends” – wspaniały film o totalnej, kobiecej przyjaźni, która zaczyna się rozpadać, gdy jedna z dziewczyn decyduje się założyć rodzinę. Więcej o filmie przy okazji Cannes 1978.

avecanna

Chantal Akerman: Les rendez-vous d’Anna (1978)

Chantal Akerman – bohaterka tegorocznej, nowohoryzontowej retrospektywy i jeden z jej wcześniejszych, znakomitych filmów. Oniryczne slow cinema o kobiecie w nieustającej podróży, która zdaje się nigdy nie kończyć i stanowić główny sens nieco rozproszonej egzystencji młodej reżyserki. Kolejne spotkania, poznawani w trasie kochankowie, powracająca tu i ówdzie matka, fantasmagoryczne miasta. Klimat snu na jawie, w którym łatwo się zatopić, zgubić i odnaleźć.

chamstreet

Wendell B. Harris Jr.: Chameleon Street (1989)

Jeszcze nigdy w historii mojej obecności na American Film Festival (a pojawiam się tam od 1. edycji!) nie zdarzyło się, by moim ulubionym filmem festiwalu została pozycja z klasyki kina. I to jeszcze taka, którą na AFF wybrałam przypadkowo, mając wolny slot między innymi seansami. “Chameleon Street” to zapomniany laureat z Sundance, który właśnie otrzymuje drugie życie, doczekawszy się restauracji starej kopii. Co to za brawurowa historia, i jak soczyście opowiedziana. W jej centrum znajduje się ludzki kameleon, który na przełomie lat 70. i 80. wcielał się w różne role – zagranicznego studenta, prawnika czy chirurga. Film to szalenie zabawny, a jednocześnie nurtujący, bo traktujący o samotności i alienacji w świecie. Zaginione ogniwo między filmami z Sidneyem Poitier a kinem Spike’a Lee.

W kinie: Murina

murina

 

MURINA
Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!
reż. Antoneta Alamat Kusijanovic

moja ocena: 7/10

 

Tam, gdzie większość widzi kamieniste, ogrzewane letnim słońcem i podmywane krystalicznie czystą wodą Adriatyku nadbrzeże, czyli idealną scenerię dla wakacyjnego resetu i beztroskiej zabawy, Antoneta Alamat Kusijanovic dostrzega coś innego. Na uśmiech każdego turysty i sezonową atrakcyjność takich miejsc jak nadmorskie kurorty Chorwacji ciężko, często od świtu do nocy, pracują ludzie jak rodzina Juliji (Gracija Filipovic). Nastolatka patrzy z zazdrością na swoich rówieśników, bawiących się na łodzi. Zamiast się do nich przyłączyć, wraz z ojcem (Leon Lucev) uda się na morze, by złowić dla tych przyjezdnych utracjuszy ryby na dzisiejszą kolację. Ante to rodzic z gatunku tych zaborczych i władczych, nie znosi sprzeciwu i nierzadko brutalnie podporządkowuje sobie kobiety swojego życia – Juliję i jej urodziwą matkę Nelę (Danica Curcic). Tego konkretnego dnia w okolicę zawita dawny, majętny znajomy rodziców dziewczyny Javi (Cliff Curtis), który nad Adriatyk przywiezie nie tylko dobry humor i paczkę znajomych, ale przede wszystkim nadzieje i obietnice, jakie wobec niego ma ta rodzina. Ante i Nela liczą, że uda im się sprzedać ziemię pod turystyczne inwestycje. Julija zaś wierzy, że Javi ją ocali i wyrwie spod ojcowskiego klosza. Wiele wskazuje, że nastolatka nie tylko nadinterpretowuje czytelne znaki. Gość odnosi się do niej z niemałą sympatią, bo dostrzega w niej to, za co ma słabość do jej rodziców – urodę matki, do której żywił kiedyś poważne uczucia i zdecydowany charakter ojca, z którym przeżył wiele niezapomnianych przygód. Julija może widzieć w Javim rycerza w lśniącej zbroi, bo błędny osąd to prawo młodości. Gierki dorosłych to nie jej świat, a złość i upór mogą zainfekować nawet najbardziej trzeźwy umysł.

W “Murinie” debiutantka Kusijanovic już drugi raz spotyka się z Juliją. Wcześniej w produkcji krótkometrażowej z tą samą, ale młodszą wtedy aktorką naszkicowała portret opresyjnej rodziny, w którym dorastanie bohaterki nad adriatyckim morzem było jednym z kluczowych wątków. Dziewczyna dojrzała, więc jej rozterki zaczęły ważyć jeszcze więcej. Zderzenie ze złudzeniami i fałszywymi nadziejami też boli teraz mocniej. Paradoksalnie, to nie młoda bohaterka jest największym fajerwerkiem filmu, ale te wszystkie zagmatwane relacje w obrębie tej rodziny. Skumulowane w związku z wizytą wyczekiwanego gościa fundują fascynujący spektakl pretensji, nieporozumień i wyjątkowo gorzkich żali, popychając tę trójkę nad skraj emocjonalnej przepaści. Widz ogląda to w napięciu i – gwoli ścisłości – jednym z tych widzów jest też człowiek po drugiej stronie ekranu, Javi. Jung również obgryzałby paznokcie z podniecenia.

Tytułowa murena to ryba z rodziny węgorzowatych, drapieżna i czasem niebezpieczna dla człowieka. Ukrywa się w rafach i kamieniach, aktywna jest nocą. Polowanie Ante i Juliji na stworzenie wyglądające jak jak potwór z morskich głębin to – jak prawie wszystko w tej rodzinie – wymuszony rytuał, który zamiast umacniać więź pomiędzy ojcem i córką, czyni ją jeszcze bardziej toksyczną. W obiektywie Hélène Louvart równie intensywnie co na powierzchni konflikt rezonuje pod wodą. Tam nie słychać słów, ale gniew i gorycz w głębokim błękicie przeszywają serce równie mocno jak harpun rybie ciało. Morze daje też złudzenie wolności, stwarza pozory możliwości ucieczki. Rozczarowanie tą iluzją może być jednak boleśniejsze niż dorosłością, której zgniłe kompromisy, kłamstwa maskowane kurtuazją i wybieranie mniejszego zła są stałym elementem.

 

Netflix: Psie Pazury

psiepazury

 

PSIE PAZURY
polska premiera: 1.12.2021
reż. Jane Campion

moja ocena: 7.5/10

 

Fascynujące, zapierające dech w piersiach, a jednocześnie złowrogie potrafią być natura i krajobraz w Montanie. Bezkresne prerie, górzyste pustkowia, gęste lasy – w takich majestatycznych okolicznościach nawet hodowla bydła wydaje się zajęciem szlachetnym, zanurzonym we własnej mitologii, którą pielęgnują amerykańscy kowboje. Dla Jane Campion to tło nie będzie jednakowoż kolejną we współczesnym kinie dekonstrukcją mitu, lecz opowieścią o wyniszczającej samotności, wynikającej z nieustannej gry pozorów odgrywanej w konserwującym jednowymiarowość świecie połowy lat 20. Do gospodarstwa całkiem majętnych braci Burbanków nowoczesność wkracza bardzo powoli. Phil (Benedict Cumberbatch), wykształcony na prestiżowym uniwersytecie intelektualista, na rodzinnym ranczu w Montanie mianował się strażnikiem tradycji. Porządku pilnuje twardą ręką, wręcz terroryzując swoją niezaprzeczalną charyzmą domowników. U współpracowników zaś budzi niemały podziw i szacunek. Sens egzystencji sprowadza do kilku rzeczy – zarządzania trzodą, wyprawiania skór, konnych eskapad w męskim towarzystwie. I przypominaniu o spuściźnie niejakiego Bronco Henry’ego – legendarnego kowboja, który Phila nauczył wszystkiego, a w szczególności tego, co to znaczy być mężczyzną. Ta toksyczna wizja męskości latami zatruwa krwioobieg bohatera. Tłumi jego prawdziwe emocje, z intelektu karze czynić wyjątkowo brutalny oręż, ułatwia upokarzanie oraz zachęca do budowania własnego wizerunku nieprzejednanego, na wpół dzikiego władcy prerii.

Phil życie dzieli ze swoim bratem George’em (Jesse Plemons), którego niewątpliwie kocha, ale też lubi go czasem poniżyć, by podkreślić swoje miejsce w stadzie. George znosi to trudne braterstwo z dziwnym spokojem. Nigdy nie podnosi głosu, nie protestuje. W przeciwieństwie do Phila gorzej operuje słowem, jest mrukliwy i wycofany, a jednak to on ma większy kontakt z rzeczywistością. Woli samochody od koni, gustuje w herbacie pitej z ładnej porcelany, dostrzega wagę eleganckich spotkań towarzyskich. Potrafi też sobie znaleźć partnerkę, która – w jego mniemaniu – towarzyszyłaby mu w codziennych rytuałach. Tak na ranczu pojawia się Rose (Kirsten Dunst). Wdowa prowadząca miejską tawernę najpierw zostaje upokorzona przez Phila, by za moment znaleźć pocieszenie w dobrodusznym George’u. Wtedy jeszcze nie wie, że przyszły mąż to będzie z gatunku tych choć czułych, to raczej nieobecnych, nie potrafiących wyrażać emocji oraz nie dostrzegających problemów w międzyludzkich relacjach. Nie zauważy zawiści Phila wobec swojej małżonki i kierowanej wobec niej psychicznej przemocy, z którą kobieta będzie sobie radzić, regularnie sięgając po butelkę bourbona i podupadając na zdrowiu z powodu alkoholowego uzależnienia. Doskonale sytuację natomiast prześwietli jej nastoletni syn Peter (Kodi Smit-McPhee), który do Montany będzie powracał od czasu do czasu z medycznej uczelni.

Niepozorny chłopak nie widzi niczego atrakcyjnego w kowbojskim etosie. Nie interesują go konie, bydło, buty z ostrogami. Nie ukrywa się ze swoją emocjonalną odrębnością, którą ci wszyscy przesiąknięci testosteronem mężczyźni wyśmiewają, uznając za przejaw zniewieścienia. My za to możemy dostrzec, że w tym pokracznym wrażliwcu kryje się coś więcej. Niby tworzy piękne kwiaty z papieru, ale potrafi też dokonać bezdusznej sekcji zwłok na uratowanym przez matkę króliku. Na tę pozę nabiera się też Phil, który próbując wprowadzić Petera w tajniki ranczerskiego życia, mimowolnie obnaża przed nim swoje sekrety, odsłania słabe punkty, zdejmuje maczystowski kostium. Nie wie, że po drugiej stronie stoi przebiegły gracz, który rozgrywkę z domowym tyranem zaplanował w najdrobniejszych szczegółach, patrząc z wyrachowaną przenikliwością daleko do przodu. Inaczej niż Phil zamierający w romantycznym bezruchu podczas wpatrywania się w górzysty horyzont.

W “Psich Pazurach” przenikają się motywy klasyczne, nieuwikłane tylko w (anty)westernowe schematy. Cicha, braterstwa rywalizacja, zakazane uczucia, dekonstrukcja legendarnych wzorców męskości, a nawet tajemnicza zbrodnia – Campion traktuje te motywy z wzorcową wirtuozerią i niesamowitą subtelnością, by donioślej, ale ciągle spokojnie wybrzmiała ta uniwersalna symfonia o tragizmie samotności. Philu ukrywającym własne pragnienia pod skórzanym kapeluszem i powłoką męskiego brudu, Rose pogrążającej się w uzależnieniu, George’u o zbyt słabym głosie i pokiereszowanej uczuciowości, czy w końcu Peterze ostentacyjnie nie pasującym do monokulturowego świata dam i kowbojów. Wszyscy w jakimś stopniu przegrywają, próbując wpasować się w społeczne normy, pozostając w swoich zmaganiach, a zwłaszcza porażkach, okrutnie osamotnieni. Przenikające się zależności między bohaterami tworzą w filmie to wyrafinowane, podskórne napięcie, raz o zabarwieniu erotycznym, kiedy indziej wprowadzające nastrój grozy. Od początku zwiastujące nieuchronną katastrofę. W swojej gęstości to dramat, w którym “Na Wschód od Edenu” spotyka “Brokeback Mountain” w krajobrazach z Malicka, pozostający od pierwszej do ostatniej minuty autorskim spektaklem Jane Campion.

W osobie reżyserki kryją się także pewne słabości tego filmu. Skomplikowana warstwa psychologiczna i przenikające się metafory to zawsze były mocne strony twórczyni z Antypodów. Doceniając je, wypada wspomnieć, że “Psie Pazury” są też bardzo przewidywalnym kinem. Aktorzy zostali obsadzeni w rolach wprost ze swojej strefy komfortu, co widać szczególnie w kreacji Cumberbatcha – żywcem wyjętej z tych, które tworzył na deskach brytyjskich teatrów. Ścieżka muzyczna Johnny’ego Greenwooda wprowadza znajomo klaustrofobiczną atmosferę zaciskającej się pętli wokół bohaterów. Nawet ta Nowa Zelandia odtwarzająca w filmie pejzaże Montany wydaje się rozwiązaniem aż nadto oczywistym. Kameralność i subtelność filmowego języka wprowadzają do narracji autorską magię, ale też w tym powolnym rytmie łatwo stracić z pola widzenia zniuansowanie tej historii, obserwując ją beznamiętnie jak Peter ranczerskie zwyczaje. Mimo wszystko dzieło Campion pozostaje tak przenikliwą, uniwersalną opowieścią, piękną i ponurą w swoim majestacie, że nie sposób nie poczuć, jakby wprost z psich pazurów wyrwało się to filmowe dobro.

 

Miesiąc w muzyce: listopad 2021 (piosenki)

PIOSENKI LISTOPADA

number1
ksochacka

Kaśka Sochacka – Niebo było różowe
Ministory LP, 2021
Try this!

 

number2
mitskiheart

Mitski – The Only Heartbreaker
Laurel Hell LP, 2021
Try this!

 

number3
allwearecol

All We Are – Colour Me Amazed
7”, 2021
Try this!

 

RÓWNIEŻ POLECANE W TYM MIESIĄCU (kolejność trochę przypadkowa, trochę nie)

Molly Nilsson – Pompeii (Extreme LP) Try this!
[electro pop] [przebojowo]

Ellur – Migraine (7”) Try this!
[electro pop] [80s vibes]

Fleur Electra – Lucky Penny (7”) Try this!
[electro pop] [80s vibes]

Jaeyn – Girl (7”) Try this!
[muzyka klubowa] [miejskie brzmienia]

ATLVNTA – Mantra (7”) Try this!
[pop] [melodyjnie]

Beach House – Once Twice Melody (Once Twice Melody LP) Try this!
[dream pop] [muzyka oniryczna]

Cate Le Bon – Moderation (Pompeii LP) Try this!
[indie pop/rock] [post punk vibes]

Yumi Zouma – Mona Lisa (7”) Try this!
[indie pop] [melodyjnie]

Shamir – Cisgender (7”) Try this!
[adult pop] [muzyka zaangażowana]

Jenny Hval – Jupiter (7”) Try this!
[acid pop] [muzyka eksperymentalna]

Charli XCX feat. Christine and the Queens & Caroline Polachek – New Shapes (7”) Try this!
[pop] [przebojowo]

Sorry Boys – Jadę Do Domu (7”) Try this!
[pop] [przebojowo]

Nneka – Maya (Love Supreme LP) Try this!
[afrykańskie brzemienia] [modern soul]

Donna Missal – (To Me) Your Face Is Love (7”) Try this!
[electro pop] [kobieco]

Nilüfer Yanya – Stabilise (Painless OST) Try this!
[pop/rock] [zadziornie]

Joya Mooi – Most Frail (7”) Try this!
[kobiece r’n’b] [leniwie]

Esper Star – Fire Rain (7”) Try this!
[dream pop] [atmosferyczne brzmienie]

FKA twigs feat. Central Cee – Measure of a Man (The King’s Man OST) Try this!
[r’n’b] [dramatic vive]

Franz Ferdinand – Billy Goodbye (Hits To The Head LP) Try this!
[indie pop/rock] [gitarowe brzmienie]

***
posłuchaj na YT

W kinie: Szef Roku

szefroku

 

SZEF ROKU
polska premiera: 3.12.2021
reż. Fernando León de Aranoa

moja ocena: 6.5/10

 

“Szefa Roku” można uznać za jeden z najistotniejszych, iberyjskich filmów sezonu. To aktualny reprezentant kraju w wyścigu do Oscara, który właśnie zebrał aż 14 nominacji do Nagród Goya (ponad dwa razy więcej niż “Równoległe Matki” Almodovara) i miał swoją premierę na najważniejszym festiwalu dla kinematografii hiszpańskojęzycznych, w San Sebastian. Patrząc na nazwisko reżysera, mnożą się wątpliwości, czy Hiszpanie mocno nie przestrzelili. Przecież Fernando León de Aranoa nie miał w ostatnich latach za dobrej passy. Niegdyś ceniony i po prostu wartościowy reżyser, flirtując z kinowym mainstreamem, rozmienił dawną sławę na drobne. Skutecznie pozwolił widzom zapomnieć o najbardziej jakościowym etapie swojej twórczości, do którego “Szefem Roku” postanowił jednak nawiązać. I to nawiązać bardzo efektownie.Tytułowym szefem roku (dekady, wszech czasów) jest niejaki Julio Blanco (Javier Bardem), który z czułością i jowialnym tonem przekonuje, że jego firma to tak naprawdę jedna, wielka rodzina. Problemy pracowników są też problemami ich prezesa, do którego można zawsze się zwrócić, zwierzyć i znaleźć wsparcie. Chyba że właśnie w gabinecie dyrektora zasobów ludzkich czeka na ciebie wypowiedzenie, od którego nie ma odwołania. Dyrektor zaskakująco dobrze prosperującej fabryki wag rządzi swoim przedsiębiorstwem, grając rolę troskliwego ojca, ale w rzeczywistości będąc w nim bezwzględnym szefem. Jegomościa Blanco poznajemy w momencie w pewnym stopniu kluczowym. Zbliża się doroczna inspekcja, która może podnieść rentowności firmy, ale w fabryce wiele rzeczy nie działa tak, jak powinno. Właśnie zwolniony pracownik prowadzi przed zakładem protest w miasteczku namiotowym, dyrektor produkcji z powodów osobistych zaniedbuje swojej obowiązki i naraża fabrykę na straty, a sam Blanco w chwili pożądliwej słabości wikła się w romans z atrakcyjną, młodą stażystką. Spiętrzenie niekorzystnych okoliczności odpala wiele ognisk zapalnych, od których ugaszenia zależy przyszłość firmy i dobrostan jej prezesa.

W tytule “Szef Roku” zaszyta została czytelna ironia, obnażająca prawdziwą naturę głównego bohatera. Im więcej kryzysów do zażegnania staje na drodze Blanco, tym bardziej uzewnętrznione stają się jego niedoskonałości, małostkowości i frustracje. Na wybornej kreacji Bardema, stopniowym opadaniu kolejnych masek i porzucaniu pozorów, oddawanych kapryśną mimiką i zmęczeniem ciała, opiera się siła tego filmu. To kino zaczepne, w swoim satyrycznym tonie pikantne i momentami zaskakująco niepoprawne, narracyjnie potrafi zaskoczyć brawurą, a jednocześnie imponuje koronkowością i błyskotliwym spinaniem wielu wątków w jedną, mocną puentę. Oczywiście, to puenta spodziewana, mówiąca o tym, w jak niesprawiedliwym świecie gier i pozorów aktualnie egzystujemy. Mechanizm awansu społecznego wymaga nie tyle poświęceń, ile cwaniactwa oraz umiejętności lawirowania w labiryncie brutalnych intryg. Nie ma tu nie miejsca na ludzkie odruchy, empatię i współczucie. Ci, którzy wdrapali się na szczyt, jeśli na nim pozostają, pamiętają o tym każdego dnia. Manipulować można nie tylko bliskimi i współpracownikami, ale nawet wagą, by wskazywała równowagę, choć w gruncie rzeczy jej szala przechylona jest w jedną, konkretną stronę.

Z dzisiejszej perspektywy nie ma już nic nadzwyczajnego w drwinach z kapitalistycznego porządku świata. Nie tylko kino przerobiło ten temat zarówno w obśmiewających zjawisko komediach, jak i poruszających dramatach. Mimo to “Szef Roku” wygląda całkiem świeżo, w czym zasługa nie tylko bogatego w zdarzenia scenariusza, ale przede wszystkim jego finezyjnej egzekucji. Śmiech w tym filmie potrafi okazać się zwodniczy, bo nie tyle dostarcza się widzowi zabawę, ile wprowadza go w niemały dyskomfort i wpędza w poczucie bezsilności. “Szef Roku” może być bowiem fabułą przerysowaną i groteskową, ale jej przygnębiający przekaz wybrzmiewa bardzo doniośle. Normę wyrobiono tu z nawiązką.

 

POFF: Nr 10

nr10

 

HERD IMMUNITY
25th Black Nights Film Festival
reż. Adilkhan Yerzhanov

moja ocena: 6/10

 

“Nr. 10” to film z kategorii tych, o którym im mniej wiemy przed seansem, tym lepiej. Wystarczy zwrócić uwagę na nazwisko reżysera. Alex van Warmerdam to twórca, którego dzieła wymykają się prostym klasyfikacjom, prowokują i zmierzają w najmniej spodziewanych kierunkach. Holender często demistyfikuje iluzję, w jakiej żyje zachodnia klasa średnia. Jej komfort i poczucie bezpieczeństwa bardzo łatwo bowiem zburzyć, wprowadzając w tę wygodną egzystencję element do niej niepasujący. Dokładnie w ten sam sposób van Warmerdam postępuje w swoim najnowszym filmie. Punkt wyjścia może uśpić czujność widza. Wchodzimy w mikro świat ludzi teatru, przygotowujących się do wystawienia sztuki. Próby nie są zbyt udane, bo aktorzy i członkowie epipy poza sceną, mierzą się z wieloma problemami osobistymi. Żyją w labiryncie niby niegroźnych, ale jednak wprowadzających nerwową atmosferę sekretów i kłamstw. Günther (Tom Dewispelaere) ma romans z jedną z aktorek i jednocześnie żoną reżysera spektaklu. Jeden z jego kolegów przyłapuje parę, a dzięki donosowi do zdradzanego męża, może poprawić swoją pozycję sceniczną. Günthera śledzi także jego dorosła córka, która odkrywszy, że posiada tylko jedno płuco, chce zmusić ojca, by poddał się z nią medycznym badaniom. Atmosfera w filmie gęstnieje od dziwnych, odkrywanych wraz z rozwojem akcji tajemnic, które pozornie nie mają ze sobą związku (same w sobie też niewiele sensu). Odpowiedzi na mnożące się pytania zdają się leżeć w pewnej, niemieckiej parafii, której podejrzani wysłannicy nie tylko z gracją mafijnych wysłanników nawiązują kontakt z Güntherem, ale też ingerują w bieg zdarzeń w jego życiu.

Od zwyczajnego dramatu przez czarną komedię do antykościelnej satyry przeprowadza nas van Warmerdam w swoim filmie. “Nr. 10” napędza absurd i groteska, a największym kapitalem tej narracji są te wszystkie fabularne niespodzianki, których nie da się przewidzieć, kierując się logiką i rozumem. W tym szaleństwie jest metoda, choć musicie być też przygotowani na to, że film nie da odpowiedzi, jakich oczekujecie.

 

POFF: 1000 Dreams

1000dreams2

 

1000 DREAMS
25th Black Nights Film Festival
reż. Marat Sarulu

moja ocena: 6.5/10

 

Marat Sarulu to jedna z najciekawszych person kina z Azji Środkowej, choć to nie jedyny obszar jego artystycznych poszukiwań. Urodzony w Tałasie w Kirgistanie twórca jest z wykształcenia filozofem oraz absolwentem Moskiewskiej Szkoły Filmowej. W swoich filmach opowiadał historię głównie obrazami. Minimalizował warstwy dialogowe, skupiał się na otwartych przestrzeniach, które wchłaniały bohaterów, unikał dosłowności, budował uniwersalne, głębokie metafory. Nie trafiliście nigdy na jego znakomitą “Przeprowadzkę”? Żałujcie. Monochromatyczne “1000 Dreams” to najbardziej poetycki film w karierze Sarulu. Wizualnie unikatowo wręcz piękny, ale w swej treści również bogaty w symbole, alegorie i kulturalne korespondencje. To historia o związku. Jego młodzieńczych, idealistycznych początkach oraz – ostatecznie – końcu, gdy dwoje dorosłych ludzi, niegdyś czerpiących energię od siebie nawzajem, rozstało się, bo przestali podzielać wspólny pomysł na życie. On, Arsen, pozostał bezkompromisowym outsiderem, którego czuły charakter, a jednocześnie niespokojna, artystyczna dusza, niegdyś oczarowały Rumii. Egzystowali w zawieszeniu, w warunkach niemalże “off gridowych”, celebrując chwile i momenty. Z czasem ewoluowały potrzeby kobiety, która chciała stabilizacji, przewidywalnej rutyny i życiowego komfortu. Opuściła Arsena i związała się z Nazarem. To z jego perspektywy odkrywamy historię pierwszej miłości Rumii. Mężczyzna odnajduje komputer dawnego partnera kobiety, który niczym ta zapomniana na dnie szafy szkatułka z pamiątkami, zawiera zakurzone artefakty i wspomnienia z przeszłości. Tyle że w wersji elektronicznej i mocno przetworzonej przez wyobraźnię i wrażliwość właściciela.

Kilobajty filmów, kolaży, obrazów, recytowane w tle wiersze wielkich poetów z W.H. Audenem i T.S. Eliotem na czele zamazują różnice między fantazją i rzeczywistością, wprowadzają w stan romantycznej hipnozy, przenoszą tę narrację w wymiar odrealnionego snu. W indywidualnych wspomnieniach odbijają się mitologiczne tropy i stare przypowieści, po których ich autor płynie tym nostalgicznym, niespiesznym nurtem, wciągając w swoje projekcje dawną kochankę, jej obecnego partnera oraz nas, widzów, śledzących tę oniryczną opowieść. Wyłania się z niej nader realistyczna i posępna refleksja o samotności, w której człowiek może się zatracać czy miłości, która potrafi zbyt łatwo się wypalić. To też z sukcesem podjęte wyzwanie z kreatywności, umiejętnego łączenia sztuk (poezji, fotografii i filmowej narracji) oraz organicznego przenikania żywiołów duchowości i realizmu.