Klasyka: Na Plaży (1954)

naplazy

 

NA PLAŻY
La Spiaggia (1954)
reż. Alberto Lattuada

moja ocena: 7.5/10

 

W tym roku podczas festiwalu w Locarno odbędzie się pełna retrospektywa Alberto Lattuady – reżysera poza Włochami praktycznie nieznanego, ale twórcy na pewno godnego uwagi, o czym najlepiej świadczy jego bogata filmografia. Składają się na nią różnorodne fabuły, które powstały na przestrzeni ponad 40 lat zawodowej aktywności Mediolańczyka. Kariera to iście niezwykła. Lattuada debiutował w czasie wojny, a zaraz po jej zakończeniu dołączył do grona włoskich neorealistów. Współpracował z Fellinim, współreżyserując z nim ŚWIATŁA VARIETE (1950). W swoich schyłkowych latach 80. jego najbardziej spektakularną realizacją był epicki serial kostiumowy KRZYSZTOF KOLUMB (1985) z międzynarodową obsadą, gdzie w rolę żeglarza odkrywcy wcielił się Max von Sydow. ŚWIATŁA VARIETE pozostają (niesłusznie) najbardziej znanym szerszej publiczności filmem Lattuady. Dla niego samego o tyle ważnym i osobistym, że podobnie jak Fellini na planie współpracował ze swoją małżonką, Giuliettą Masiną, tak samo reżyser z Mediolanu obsadził tu swoją towarzyszkę życia, aktorkę Carlę del Poggio, która pozostała jego żoną do śmierci.

Alberto Lattuada urodził się w 1914 r. w Mediolanie, który pozostał na zawsze jego ukochanym miastem. Studiował architekturę, ale ukończywszy te studia, szybko porzucił tę dziedzinę. Zainteresował się za to fotografią i kinem. Przed wojną pracował jako krytyk filmowy i film szybko stał się jego wielką pasją. Założył w Mediolanie klub filmowy, gromadzący przynoszone przez kinofilii taśmy, gdzie w przededniu włączenia się Włoch do wojny zorganizował pokaz zakazanych TOWARZYSZY BRONI (1937) Jeana Renoira. Z czasem ten klub przekształcił się w mediolańską Cineteca Italiana, której pod koniec lat 90. Lattuada przekazał swoje osobiste zbiory. W 1943 r. stanął po drugiej stronie kamery, reżyserując swój debiut. Jak wspomniałam, bez problemu odnalazł się wśród neorealistów. Jego twórczość z tamtego okresu najczęściej porównuje się do Giuseppe De Santisa. Mediolańczyk w latach 40., 50. i 60. był twórcą o uznanej renomie, to z tych dekad bowiem pochodzi większość fabuł, które kwalifikowały się do konkursowej selekcji prestiżowych festiwali jak Cannes czy Wenecja. Ponieważ później właściwie mu się to nie udawało, w tym należy upatrywać powodów, dlaczego Lattuada współcześnie pozostaje twórcą tak mało znanym. Największy jego sukces to Złota Muszla w San Sebastian – w 1962 r. na tym festiwalu wygrał MAFIOSO. Filmografia Włocha jest szalenie różnorodna, reżyser nigdy sztywno nie trzymał się konkretnych trendów czy styli. Doskonale czuł się w kinie gatunkowym, szczególnie w komediach i melodramatach. Nawet jego neorealistyczne produkcje obracają się w schematach konkretnego gatunku. Dla takich ludzi jak Lattuada stworzono nawet pojęcie neorealismo roso. Kryła się pod nim tendencja przemycania do włoskiego, naturalistycznego kina społecznego tamtych czasów lżejszych elementów komediowych czy romansowych. NA PLAŻY można uznać za niemalże sztandarowy przykład neorealismo roso, a jak zręcznym, nietuzinkowym twórcą był w latach 50. Lattuada niech świadczy też fakt, że włoscy krytycy lubią tamte jego filmy porównywać do estetyki Douglasa Sirka, czego echa odnaleźć można też w filmie z 1954 r.

Mediolańczyk miał niesamowitego nosa do aktorek. To on odkrył dla kina takie gwiazdy jak Catherine Spaak czy Nastassja Kinski, które odważnie obsadził w ich pierwszych dużych rolach. Zresztą Lattuada bardzo lubił realizować fabuły, w których najważniejsze i pierwszoplanowe były postacie kobiece. NA PLAŻY należy właśnie do takich filmów, gdzie trochę na przekór ówczesnej wrażliwości, reżyser staje po stronie upadłej kobiety, której trudna, dwuznaczna przeszłość blednie przy grzechach przedstawicieli społecznych elit, których bohaterka spotyka podczas wakacji z córką na włoskiej riwierze. Film z 1954 r., który festiwal w Locarno udostępnił dla wszystkich online wiosną, promując retrospektywę włoskiego twócy, nie należy do grona sztandarowych dzieł Lattuady. Natomiast NA PLAŻY daje doskonałą możliwość spotkania z mało popularnym twórcą, pokazując niemalże wszystko to, co było wartościowe w jego twórczości. I dlaczego warto Alberto Lattuadzie robić retrospektywę i oglądać jego filmy.

Na dworcu ubrana na czarno kobieta (Martine Carol) oczekuje na przyjazd córki. Kilkuletnią dziewczynkę wychowują zakonnice w klasztorze, bo Anna Maria prowadzi tryb życia, który nie pozwala jej wychowywać w spokoju dziecka. Mała nie ma jednak żadnych żali czy pretensji. Cieszy się na spotkanie z matką i niespodziewany wyjazd nad morze – to czas, który będą mogły spędzić razem. Żałobny strój kobiety dość szybko okazuje się sprytnym kamuflażem. Udając wdowę, Anna Maria niweluje przestrzeń na domysły, gdzie jest ojciec dziecka. Wiele rzeczy nie idzie jednak po jej myśli. Ze względu na duże obłożenie w nadmorskiej miejscowości, matka z córką muszą się zakwaterować w eleganckim hotelu, znacznie przekraczającym możliwości budżetowe Anny Marii. Goście tego przybytku to rozkapryszeni, nadęci przedstawiciele wyższych klas społecznych, których Lattuada – jako drugoplanowych bohaterów swojej opowieści – charakteryzuje z zaskakującą drobiazgowością, mimo że poświęca im bardzo wyważoną ilość ekranowego miejsca. Bo najważniejszą postacią filmu ma pozostać Anna Maria. Początkowo atrakcyjna kobieta wzbudza zainteresowanie kobiet i mężczyzn, darzą ją oni nawet pewną sympatią, ale gdy zostaje zdemaskowana i powszechną wiedzą staje się jej zawód, zostaje odrzucona nie tylko ona, ale też jej mała córeczka. Dziecko przejdzie brutalną lekcję ludzkiej znieczulicy, hipokryzji i społecznego odrzucenia. Małostkowość i kołtuństwo wczasowiczów z wyższych sfer nie tylko stawia ich w złym świetle, nadając filmowi cech gorzkiej satyry wycelowanej w ówczesne elity, ale przede wszystkim – na przekór obyczajowości Włoch lat 50. – uwzniośla bohaterkę i jej intencje oraz wybiela życiowe decyzje Anny Marii. Kobieta znosi kolejne upodlenia, dopóki na horyzoncie nie pojawia się zaskakujący wybawiciel, który nie jest bynajmniej przystojnym rycerzem na białym koniu, ale równie bezwzględnym elementem bogatego establishmentu. On z nieskrywaną przyjemnością wykorzysta Annę Marię, by dać nauczkę zakłamanym przedstawicielom własnej grupy społecznej. Dla bohaterki wyrównanie rachunków będzie miało więc zdecydowanie gorzki smak.

NA PLAŻY łączy wiele trendów epoki i gatunkowych schematów. Nawiązuje do neorealistycznych korzeni powojennego kina włoskiego, ale w portretowaniu klasowych napięć i empatycznym stosunku do nieuprzywilejowanych antycypuje też tendencje nadchodzącej wielkimi krokami Nowej Fali, szczególnie tej energii, którą widać np. w pierwszych fabułach Marco Bellocchio. Alberto Lattuada miał czelność iść pod prąd konserwatywnej obyczajowości Włoch nie tylko w centrum filmu umieszczając silną, względnie samodzielną, zdeterminowaną bohaterkę z kontrowersyjną przeszłością i profesją, która nie musi polegać na mężczyznach (w końcu finałowa parada kobiety u boku majętnego partnera to nic innego jak kolejna w jej życiu transakcja), lecz również jawnie z nią sympatyzuje i staje po jej stronie. Ironicznych komentarzy wobec społecznej roli kobiet w ogóle w filmie jest jeszcze więcej. Reżyser nie stroni przy tym również od aluzji o seksualnym zabarwieniu. Postać Anny Marii, jej szlachetność i dostojność oraz precyzyjnie rozrysowane relacje z otoczeniem czy tylko powierzchownie folderowy splendor włoskiej riwiery faktycznie korespondują z konstrukcją melodramatów Sirka (przecież mamy tu też klasyczny wątek romantyczny – uczucie, które rodzi się pomiędzy dwójką bohaterów-outsiderów). Nie zapominajmy, że grana przez Martine Carol bohaterka to prostytutka, której jednak w takiej wersji – młodej, eleganckiej (i ciągle klasycznie ubranej) kobiety z dzieckiem – w kinie właściwie nie oglądano. Kobiety lekkich obyczajów najczęściej pokazywano w ich “zawodowym” otoczeniu, adekwatnym stroju i makijażu. Francuska aktorka, której filmowe emploi we wczesnych latach 50. uczyniło z niej symbol seksu, została z premedytacją i prowokacyjną przekorą do tej szczególnej roli wybrana. Neorealismo roso, do którego zalicza się NA PLAŻY, stanowi mocny fundament dla ukształtowania się jednego z kultowych, włoskich gatunków, czyli commedia all’italiana, ale w fabule Lattuady nawet satyryczne elementy mają dość pesymistyczny wydźwięk.

Ten brak optymizmu i surowy realizm filmu wynika z obserwacji społecznych przemian, jakie dokonały się we włoskim społeczeństwie po wojnie i krytycznego stosunku reżysera do tychże. Lata 50. były okresem gospodarczego boomu, owego cudu, w wyniku czego w kraju tworzyła się nowobogacka elita, która dorobiła się na produkcji przemysłowej różnorodnych towarów czy w handlu. To byli także ludzie, którzy wyrwawszy się z nizin i średnio wygodnej egzystencji, łatwo ulegali pokusie epatowania swoim statusem, życiem “na pokaz”, przesadnego dbania o pozory i tworzenia moralnych kanonów, elastycznie dopasowujących się do (ich) sytuacji. W tamtych czasach pracowali głównie mężczyźni, a status kobiet w tym społeczeństwie był szczególny i wynikał z głębokiego konserwatyzmu tego kraju – żony stanowiły praktycznie własność swoich partnerów, zakazywano rozwodów, bardzo krytycznie postrzegano kobiety aktywnie zawodowo. Kolorowe magazyny dopiero nieśmiało zaczynały siać emancypacyjny ferment. W wiejskich społecznościach czerwona szminka na ustach mogła prowadzić do ostracyzmu. Z drugiej strony, niczym nadzwyczajnym nie były pozamałżeńskie związki. Często inicjowane one były podczas weekendów czy wakacji spędzanych w letnich miesiącach w obleganych, nadmorskich kurortach. Panowie polujący na znużone mężatki, których małżonkowie pozostali w mieście, by pracować. Z drugiej strony – atrakcyjne kobiety szukające partnerów z odpowiednio zasobnym portfelem. Niskie standardy moralne legitymizowały takie zachowania, nawet jeśli prawnie i kulturowo ich ocena była zgoła odmienna, a w zależności od społecznej pozycji danej osoby były one akceptowane bądź piętnowane przez najbliższe otoczenie. NA PLAŻY to dobra historia i frapujące świadectwo swoich czasów, zatem naprawdę słusznie podczas Venice Days w 2008 r. wybrano film Lattuady do setki produkcji wartych ocalenia od zapomnienia, bo “zmieniły kolektywną pamięć kraju w latach 1942-1978”.

 
naplazy18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.