W kinie: Sweat

sweat

 

SWEAT
polska premiera: 18.06.2021
reż. Magnus von Horn

moja ocena: 6.5/10

 

600 tysięcy followersów buduje mocną pozycję Sylwii Zając (Magdalena Koleśnik) w świecie influencerów. Instruktorka fitness każdego dnia za pośrednictwem mediów społecznościowych promuje zdrowy styl życia i – nomen omen – w pocie czoła stara się zarażać pozytywnym nastawieniem. Wysportowana, atrakcyjna blondynka w taki właśnie sposób prowadzi swój biznes, nawiązując współpracę ze sponsorami, pojawiając się w telewizyjnych programach i na publicznych eventach. Najsłabszym ogniwem w tego typu przedsięwzięciach jest jednak zawsze osoba, która na swoich barkach dźwiga ciężar popularności i w gruncie rzeczy w pojedynkę mierzy się z konsekwencjami życia “na świeczniku”. Trzeba przyznać, że “Sweat” za łatwo uderza w banał, jak to współcześnie, w tej medialnie zorientowanej rzeczywistości, trudno nawiązać autentyczne kontakty, bo ci followersi po drugiej stronie, w najlepszym przypadku, nawiązują ze swoim idolem relację bardzo powierzchowną. Oni żyją złudzeniami i marzeniem o perfekcyjnej sylwetce i ładnym życiu na wzór osoby przez siebie obserwowanej. Taka Sylwia natomiast dzięki temu zdobywa zasięgi oraz równie złudne poczucie docenienia. W sumie więc niewiele trzeba, by przejrzeć na oczy i dostrzec pustkę, w jakiej się egzystuje. Bohaterka filmu tej epifanii doświadcza na wizji, przechodząc nerwowe załamanie przed tymi wszystkimi, którzy wcześniej razem z nią robili zielone koktajle, a teraz natarczywie i publicznie zadają pytania o jej psychiczną kondycję. To, co idealne na zewnątrz, okazuje się pękać we wnętrzu.

Magnus von Horn być może nie mówi o tym świecie pozorów i fałszywych uśmiechów niczego odkrywczego, ale oddać mu trzeba, że temat drąży wyjątkowo wnikliwie. Znakomicie w swej roli odnajduje się Koleśnik – aktorskie odkrycie sezonu. Temu reżysersko-aktorskiemu duetowi zawdzięczamy to, co w “Sweat” najfajniejsze. Realia Sylwii nie kopiują maniery komunikacji dzisiejszych mediów społecznościowych. Większość z nich to ekspresyjne monodramy, naenergetyzowane charyzmą aktorki i konsekwencją w kreacji bohaterki przez Koleśnik. Film ma świetne tempo, bo von Horn doskonale wykorzystał ten fitnessowy kontekst. Przebojowość narracji uwypuklają także scenograficzne i kostiumowe detale, których nie powstydziłaby się Katarzyna Kozyra. Zatem na poziomie realizacyjnym “Sweat” to dzieło całkiem wyrafinowane, błyskotliwe i bardzo nowoczesne, znacznie przewyższające i też maskujące oczywistości, na jakich zbudowano historię o samotnej influencerce na życiowym rozdrożu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.