W kinie: Gdybyś mu zajrzał w serce (WFF)

ifyousamhish

 

GDYBYŚ MU ZAJRZAŁ W SERCE
33. Warszawski Festiwal Filmowy
reż. Joan Chemla

moja ocena: 5/10

 

Młodej Francuzce, Joan Chemli, na pewno nie brakuje filmowego warsztatu. „Gdybyś mu zajrzał w serce” rozpoczyna się od świetnej sekwencji romskiego wesela, doskonale oddającego klimat celebry i kolorowego, acz biednego życia andaluzyjskich Cyganów we Francji – drobnych cwaniaczków o silnym poczuciu tożsamości i rodzinnych więzi, w których żywe DNA wpisana jest osobliwa rozpaczliwość ich losów. Dotyka ona w końcu Daniela (szlachetnie zmarkotniały Gael García Bernal), który obwinia się za śmierć przyjaciela. Akceptując swoją winę, angażuje się w przestępczy proceder, z którego dochód w całości przeznacza na rentę dla żony zmarłego. Sens jego smutnej egzystencji przywróci dopiero obolała psychicznie Francine (zaskakująca dziewczęca Marine Vacth), ale odcięcie się od korzeni wcale proste nie będzie. Chemla narrację rozwija tonalnie – film przedstawia się w duchu kina realistycznego, by finalnie rozmyć się w nastrojowych strukturach metafizycznego poematu. Cały proces odbywa się stopniowo i bardzo łagodnie. Pilnując jednak minorowego liryzmu zdjęć, konkretnie melancholijnego tonu filmu i pochmurnych min Bernala, Francuzka zapomina o tym, że przecież opowiada tu jakąś historię, którą niestety zbyt często porzuca na rzecz „atmosfery i nastroju filmowej chwili”.

 

 

***
Kasia na WFF powered by:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.