W kinie: Ich war zuhause, aber (Berlinale)

ichwar

 

ICH WAR ZU HAUSE, ABER
Berlinale 2019
reż. Angela Schanelec

moja ocena: 5.5/10

 

Najdonioślejszy moment z bardzo szczątkowej fabuły dzieła Angeli Schanelec wydarza się już na jej początku. Po tygodniu tajemniczej nieobecności do domu powraca 13-letni syn Astrid – samotnej matki dwójki dzieci. Zniknięcie chłopca wprowadziło niepokój do jego najbliższego otoczenia, do domu i szkoły, ale ponieważ pojawił się cały i zdrowy, nikt specjalnie nie rozwodzi się nad przeszłością. “Ich war zuhause, aber” przyjęło formę eliptycznego eseju. Zamkniętego symboliczną klamrą kompozycyjną, zbudowanego ze statycznych, sprawiających wrażenie przypadkowych ujęć, w których ludzkie postaci czasem stanowią właściwych bohaterów opowieści, a innym razem są po prostu ruchomym elementem miejskiego krajobrazu lub różnych wnętrz. To zabieg, który ma pomóc rozwiązać te trudne, filmowe puzzle. Ułożyć film w egzystencjalną refleksję nad życiem, które często – zdaniem Schanelec – wypełniają próby zapełnienia po kimś pustki. Syn Astrid szczęśliwie wrócił do domu, ale kiedyś bezpowrotnie opuścili je jej mąż i matka, których brak kobieta zdaje się ciągle odczuwać. Przez ten film przewija się niesamowity chłód, przez który ta produkcja sprawia wrażenie nieludzko wyrachowanej w swoim artystycznym koncepcie. Nie zachęca to wcale do podjęcia intelektualnego wyzwania Schanelec, a wręcz czyni film po prostu męczącym i nudnym.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.