Filmowe okno na świat S01E06

Ostatni odcinek zeszłorocznego “Filmowego Okna na Świat”, czyli zestaw interesujących tytułów z mniej popularnych kinematografii, które oglądałam na finiszu 2016 rok.

 

ixcanul

 

IXCANUL
reż. Jayro Bustamante
Gwatemala
zobacz zwiastun >>>

moja ocena: 6.5/10

 

Ixcanul to nazwa wulkanu, pod którym na dalekiej Gwatemali żyje plemię Majów Kaqchikel. Prowadzą dość prostą egzystencję, pielęgnują swoje tradycje i rytuały, mówią własnym językiem, ale globalizacja nie ominęła tej spokojnej społeczności. Nastoletnia Maria kocha się w swoim rówieśniku, który planuje emigrację do Stanów Zjednoczonych, jednak rodzice dziewczyny już zaaranżowali ślub córki z zarządcą miejscowej plantacji. Zamiast romantycznej ucieczki ze swoim ukochanym Maria zostaje porzucona przez chłopaka, w dodatku okazuje się, iż spodziewa się dziecka. Gdy wydawać by się mogło, że “Ixcanul” to taki dość przewidywalny, egzotyczny obrazek o problemach prostych ludzi z Trzeciego Świata, film skręca w całkiem zaskakującym kierunku, stając się piękną, smutną pieśnią o wyzysku biednych przez bogatych, o tym, jak świat zapomina o pielęgnowaniu swojego etnograficznego i kulturowego dziedzictwa szczególnie w takich miejscach jak daleka Gwatemala i region, gdzie żyją autentycznie rdzenni mieszkańcy tego kraju. Reżyser, Jayro Bustamante, sam urodził się w społeczności, jaką pokazał w filmie, stąd doskonale rozumiał to, o czym opowiadał. Przy niewielkim budżecie “Ixcanul” zachwyca też fantastyczną stroną wizualną, ale prawdziwym klejnotem w filmie jest Mercedes Croy, wcielająca się w rolę Marii.

 

huntfor

 

HUNT FOR THE WILDERPEOPLE
reż. Taika Waititi
Nowa Zelandia
zobacz zwiastun >>>

moja ocena: 6.5/10

 

Ten film ostatnio często zaczął pojawiać się w czołówkach przeróżnych zestawień: od najbardziej niedocenionych filmów minionego roku po najlepsze tytuły, które nie doczekały się dystrybucji w polskich kinach. Za “Hunt For Wilderpeople” stoi niejaki Taika Waitiki – nowozelandzki reżyser i zgrywus, który na szerokie wody wypłynął za sprawą wybornej komedii “Co robimy w ukryciu” (choć wcześniej był jeszcze nieźle przyjęty przez krytykę “Boy”). Trzeba czterdziestolatkowi oddać, że ma on znakomitą rękę do kina komediowego właśnie, które potrafi być lekkie i całkiem inteligentne jednocześnie. Tak jest w “Hunt For Wilderpeople”, w którym główną częścią filmu jest karykaturalny pościg i survivalowa przygoda w nowozelandzkiej puszczy, jakie stały się udziałem przebojowego, ale trochę niewydarzonego nastolatka i jego ojca mimo woli – introwertyka, który został rodzicem z inicjatywy swojej żony, pragnącej adoptować chłopca po przejściach. Po niespodziewanej śmierci kobiety mężczyzna został wdowcem i ojcem – o żadną z tych ról się nie prosił. Chłopak wpędza go w niemałe kłopoty, które kończą się policyjnym pościgiem i ucieczką do buszu. Fajowość tego filmu tworzy przede wszystkim niezwykła chemia między młodym Julianem Dennisonem a doświadczonym Samem Neillem. Nawet jeśli Waititi w przeszłości prezentował ciekawsze poczucie humoru, tu broni się sympatyczną bezpretensjonalnością, nostalgicznym klimatem przygodowego kina lat 70. czy 80. i naturalnością swoich bohaterów.

 

tanna

 

TANNA
reż. Bentley Dean, Martin Butler
Australia, Vanuatu
zobacz zwiastun >>>

moja ocena: 6/10

 

Dla mnie to największe zaskoczenie Oscarowych nominacji. Nie tylko chodzi o to, że ostatecznie ten film dostał tę nominację, ale że w ogóle znalazł się w pierwszej kolejności na krótkiej liście Akademii. Po pierwsze, doceniam walory etnograficzne “Tanny”, że dostajemy możliwość wglądu w obyczaje, tradycję i codzienność ludu Yakel żyjącego na małej wysepce gdzieś w Oceanii, do których normalnie nie mielibyśmy dostępu. Jest coś bardzo budującego w tym, że ciągle gdzieś na świecie funkcjonują takie zamknięte społeczności, które żyją sobie w spokoju, nie zaprzątając sobie głowy problemami współczesnego świata. Jednak abstrahując od tego, “Tanna” to typowa baśń o Romeo i Julii – parze zakochanych, których chce rozdzielić plemienna starszyzna w imię zażegnania trwającego wiele lat konfliktu z innym ludem. Bunt kochanków może jednak sprawić, że między zwaśnionymi stronami może wybuchnąć nawet jeszcze groźniejsza w skutkach wojna. Bentley Dean i Martin Butler pomimo fabularnej prostoty, ładnie rysują nastrój małej apokalipsy, która z powodu miłości może spaść na niewielkie plemię oceanicznej wysepki. Z uznaniem patrzy się na naturszczyków bardzo profesjonalnie grających samych siebie. Oglądając ten film, z uwagi na jego klimat i tę subtelną dekadencję, przypominały mi się cudowne “Bestie z południowych krain”. “Tanna” jednak nie zasługuje na aż takie uznanie, jak to miało miejsce w przypadku amerykańskiej produkcji. To sympatyczny film, ale raczej ciekawostka niż dzieło większego kalibru.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.