W kinie: 1917

f1917

 

1917
polska premiera: 24.01.2020
reż. Sam Mendes

moja ocena: 6/10

 

Film Sama Mendesa (a może jednak Rogera Deakinsa?) to triumf filmowej techniki nad narracyjnym storytellingiem. W tym pierwszym aspekcie zachwyca “1917” autentyczną scenerią łąk i pól oraz zapachem świeżo wyrywanej z korzeniami trawy i drżącej od wybuchów ziemi, realnym harmiderem ogromu statystów i uwodzicielską magią wirtuozerskiego mastershota, pozwalającego nam poczuć się, jak w grze komputerowej, jednym z uczestników survivalu w okopach pierwszej wojny światowej. Kino jako doznanie – jak rzadko się z tym spotykamy w tych czasach! “Ostatnim sprawiedliwym” tych właściwości X Muzy wydaje się niszowy jak na realia współczesności László Nemes, bynajmniej nie reżyser stojący za jednym z Bondów. Z drugiej strony, realizacyjne mistrzostwo filmu odciąga – całkiem skutecznie – uwagę od pewnej maskarady, kryjącej się w jego treści. Udająca kameralną i liryczną historia o człowieczeństwie i dzielności w paskudnych okolicznościach w rzeczywistości uderza w dokładnie takie same, a może nawet mocniejsze tony niż hollywoodzkie widowiska pokroju “Szeregowca Ryana”. Ma epickie pretensje i monumentalną formę precyzyjnie zainscenizowanego spektaklu wojennego, w którym niby nie brakuje błota, rozkładających się ciał ludzi i zwierząt, zgliszczy miasteczek i boleściwych twarzy na wpół żywych, brudnych żołnierzy, przerażającej ciszy pól bitewnych, a mimo to uderza w tym wszystkim wrażenie nadmiernej estetyzacji teatru wojny, poetyckości wymuszonej, a nie faktycznie odczuwanej. Na przeciwległym końcu dla “1917” powinno znaleźć się głośne dzieło “I młodzi pozostaną”, w którym Peter Jackson ożywił wspomnienia mężczyzn żyjących już chyba tylko w archiwach BBC i Imperial War Museums. Oddał im głos i nadał ich słowom namacalnych walorów i kontekstów, ale znów bliżej tej produkcji do telewizyjnego reportażu niż chwytającego za serce kina. Pod tym względem Mendes i Deakins oferują żywsze doświadczenie, ale ciągle takie z gatunku zbyt wystudiowanych i pozbawionych emocji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *