W kinie: Klucz Sary

 

KLUCZ SARY
polska premiera: sierpień 2011 (Transatlantyk)
reż. Gilles Paquet-Brenner

moja ocena: 6/10

 

„Klucz Sary” jest ekranizacją książki Tatiany de Rosnay, w której autorka przypomina obrzydliwie wstydliwy dla francuskiej historii epizod z czasów wojny, gdy kolaboranci z Paryża postanowili przeprowadzić masowe aresztowania Żydów w lipcu 1942 roku o wiele bardziej gorliwie niż sugerowałyby to rozkazy niemieckiego okupanta. W wyniku tych działań najpierw umieszczono Żydów w katastrofalnych warunkach na kolarskim torze Vél’ d’Hiv, a tych, którzy przeżyli, odesłano do obozów. Wśród aresztowanych znalazło się blisko 4 tysiące dzieci. Niewiele z nich wojnę przeżyło. Udało się to jednak tytułowej bohaterce Sarze, która uciekła z niewoli tylko po to, by wrócić po brata, zamkniętego w szafie w mieszkaniu w czasie obławy. 60 lat później do wydarzeń z lipca 1942 wraca mieszkająca w Paryżu amerykańska dziennikarka i odkrywa, iż losy jej rodziny nieodzownie związane są z tragedią z czasów okupacji. W filmie Gillesa Paquet-Brenner’a podoba mi się wartka, delikatnie sensacyjna narracja – dzięki niej „Klucz Sary” zaskakująco mocno trzyma w napięciu. Oprócz tego nienachlanie, acz całkiem skrupulatnie przybliżono tu historię mało znanych wydarzeń z Paryża – jeśli ktoś nie znał tej historii, dzięki filmowi ma szansę poznać ją dość dobrze. Bardzo pozytywne wrażenie robi Kristin Scott Thomas w roli dziennikarki Julii – nie ma w jej grze nic z histerii i dramatyzowania, a mimo to doskonale można zaobserwować, jak trudnym do udźwignięcia, osobistym tematem staje się dla kobiety historia Sary. Nie jest to kino najwyższych, artystycznych lotów, ale to rzecz na tyle rzetelna i solidna, by oglądało się ją z zainteresowaniem i, mimo ciężkiego tematu, z poczuciem sensownie spożytkowanego czasu.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=LzDZ9e3mGRE]