Na deskach: Sprzedawcy Gumek

SPRZEDAWCY GUMEK
Teatr IMKA w Warszawie
premiera: 25.06.2010
reż. Artur Tyszkiewicz

moja ocena: 7.5/10

 

Reżyser o swojej sztuce powiedział: to opowieść o trójce ludzi, którzy rozpaczliwie poszukują miłości. Z pozoru banał i nawet usadowienie tekstu w kontekście mojego ulubionego teatru absurdu w stylu Gombrowicza, Ionesco czy Becketta niewiele zmienia na pierwszy rzut oka. Na szczęście wiele z tego, co o „Sprzedawcach Gumek” można przeczytać w porównaniu z samym spektaklem, stanowi spore uproszczenie. Bohaterowie sztuki to faktycznie ludzie desperacko spragnieni miłości i rozpaczliwie szukający sposobu, by zrealizować swoje marzenia, ale jednocześnie to ludzie żałośni, śmieszni, traumatyczni w swym życiowym braku decyzyjności. Właścicielka podrzędnej apteki, zbyt poczciwy urzędnik, cwaniaczek z 10 tysiącami prezerwatyw do opchnięcia budują między sobą relacje, które na zawsze pozostaną na swój sposób niedokończone i nieskonsumowane. Staną się pomnikiem ich życia, które po prostu przeleciało im przez palce.

W sztuce, w której prezerwatywa stała się synonimem parasolu ochronnego, nakładanego przez człowieka w obawie przed zranieniem, zaangażowaniem i odpowiedzialnością oraz symbolem życiowej porażki nic nie może być łatwe do przetrawienia i przejścia obok tego obojętnie. Seksualna nieporadność urzędnika, chciwość aptekarki, fantazje o egzystencji w świecie obyczajowej i seksualnej wolności, które snuje handlarz z kondomami na zbyciu bawią nas, ale jednocześnie z premedytacją pozbawiają poczucia emocjonalnego komfortu.

„Sprzedawcy Gumek” nigdy nie byliby tak dosadnie zaczepnym i nurtującym spektaklem, gdyby nie świetna praca aktorów w mądrze zaaranżowanej przestrzeni teatralnej. Aleksandra Popławska kładzie nas na łopatki, gdy wciela się w rolę 60-letniej kobiety, która stara się wrócić do planów sprzed lat i usidlić urzędnika, a tak naprawdę staje się smutną, starą, nadmiernie podnieconą singielką, przegrywającą życie na własne życzenie. Janusz Chabior znakomicie oddał z jednej strony błazeńską, cwaną naturę posiadacza prezerwatyw, z drugiej – tragizm tej postaci (rozmowa zza grobu!). Sztuka Hanocha Levina została dobrze odczyta i znakomicie zagrana. W interpretacji Tyszkiewicza stała się prowokacyjna, ale nie hałaśliwie szokująca. Chyba właśnie takich rzeczy jak „Sprzedawcy Gumek” trzeba szukać we współczesnym teatrze.

 

Sprzedawcy Gumek@Teatr IMKA