W kinie: Wiosna

spring

 

WIOSNA
Black Bear Filmfest
reż. Justin Benson & Aaron Moorhead

moja ocena: 6.5/10

 

Nie do końca rozumiem, dlaczego przy „Spring” przywołuje się nazwisko Richarda Linklatera, bo dla mnie kilkunastominutowa końcówka, w trakcie której główni bohaterowie wędrują po Neapolu i innych, wyjątkowo urokliwych zabytkach tej części Italii, kończąc ją o świcie, to zdecydowanie za mało, by tak nobilitować film Justina Bensona i Aarona Scotta Moorheada. Niemniej to intrygująca rzecz, w której interesująco zderza się naukowe postrzeganie chemii międzyludzkich relacji z jej uczuciowym odpowiednikiem. Tę pierwszą uosabia atrakcyjna Louise – tajemnicza studentka genetyki, która na włoskim wybrzeżu poznaje prostego Amerykanina Evana. Chłopak właściwie od pierwszego wejrzenia zakochuje się w dziewczynie, nie zdając sobie, jaką tajemnicę skrywa jej ponętne ciało. Gdy już to okryje, oboje będą musieli jakoś odnieść się do uczucia, które ich łączy. „Spring” łączy w sobie elementy komedii romantycznej i horroru spod znaku monster movie. To film fajny, bo oryginalny i sensownie przemyślany. Bensonowi i Moorheadowi do pełnego szczęścia zabrakło jednak nieco umiejętności. Gdyby może mieli większe doświadczenie i lepszy instynkt, „Spring” nie byłoby tak przegadane i mniej cukierkowe, ale dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy starają się pchnąć horror na inne, mniej oczywiste tory i nawet osiągają przy tym niezłe rezultaty. Swoją drogą, ja bym bardziej szukała punktów stycznych „Spring” z „Pozwól mi wejść” niż z „Before Sunrise”.

 

[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=668ZdEbXlPY]

 

***

Kasia na Black Bear Filmfest powered by: