W kinie: Antibirth (NH)

antibirth

 

ANTIBIRTH
Nowe Horyzonty 2016
reż. Danny Perez

moja ocena: 5.5/10

 

Sięgając po wątpliwej jakości estetykę B-klasowego kina z lat 90. i spiskową atmosferę rodem ze starego, dobrego “Archiwum X”, Danny Perez opowiada absurdalną historię z zaskakującym, prospołecznym morałem (drogie dzieci, don’t do drugs!). Około 30-letnia Lou spędza czas głównie na zażywaniu narkotyków, piciu alkoholu i jedzeniu pizzy znalezionej w śmietniku (ale i tak bardzo ją lubimy). Gdy potrzebuje pieniędzy, sprząta podrzędny motel. Jej ulubione miejsce to kanapa w obskurnej przyczepie, w której mieszka – ten “apartament” otrzymała w spadku po zmarłym ojcu, wojennym weteranie. Lou lubi też imprezować, choć na drugi dzień niewiele z tych balang pamięta. Gdy po jednym z takich intensywnych melanży, odkrywa, że jest w ciąży (co jest tym bym bardziej dziwne, iż sprawia wrażenie niepokalanego poczęcia). By dowiedzieć się, co się stało, wraz ze swoją średnio przydatną kumpelką Sadie, stara się odtworzyć wydarzenia feralnej nocy. Punkowa atmosfera, slasherowe elementy, specyficzne poczucie humoru, świetna Natasha Lyonne jako najsympatyczniejsza menelka świata Lou i finał filmu godny Davida Lyncha na haju gwarantują niezłą zabawę. Ale tylko nie na trzeźwo.

 

***
Kasia na Nowych Horyzontach powered by:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.